ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

BEZ PRZEBACZENIA. O twórczości H.Grynberga słów kilka. cz.9.

08 Jan 2006 :: 14:27

Rok 1933 przyniósł czytelnikom bodaj najbardziej wstrząsający utwór Henryka Grynberga. Jego dewiza życiowa, określona w jednym z esejów Prawdy nieartystycznej: Żyję, żyję i coraz gorszych rzeczy się dowiaduję znajduje potwierdzenie w niepozornej książeczce pt. dziedzictwo. Tak pisze o niej Tadeusz Drewnowski:
Poczatki literackie Grynberga, tak niegdyś szokujące, wydają się wręcz dziecinnie pogodne i niemalże wyniosłe w porównaniu z książką ostatnią.[1]

W Dziedzictwie powraca Grynberg do obsesyjnego tematu swej twórczości - śmierci ojca. Utwór opowiada o poszukiwaniu mogiły zamordowanego, ekshumacji jego szczątków oraz o postawach miejscowych chłopów wobec odległych wydarzeń.

Dziedzictwo stanowi zapis rozmów, będących jednocześnie treścią filmu dokumentalnego nakręconego przez Pawła Łozińskiego pt. Miejsce urodzenia - filmu, który pokazuje wędrówkę bohatera, czyli Henryka Grynberga, po wsiach mazowieckich w poszukiwaniu prawdy o śmierci ojca.[2]

Sprawa niewyjaśnionej śmierci wielokrotnie pojawia się w książkach Grynberga. To samo zdarzenie oświetlane jest jednak z coraz to innej strony. Morderstwo, będące przedmiotem "śledztwa" prowadzonego w Dziedzictwie opisywane było wcześniej w Żydowskiej wojnie, czy Ojczyźnie. Jednak w kolejnych utworach pojawiają się coraz to inne szczegóły zabójstwa. Autor i czytelnik dowiadują się coraz więcej, coraz dokłaniej mogąc odpowiedzieć na pytanie: jak to się stało?

Na Dziedzictwo składają się dwadzieścia trzy krótkie dialogi z ludźmi ze wsi z Podlasia oraz końcowy monolog Autora napisany już po powrocie do Stanów Zjednoczonych. Aby dotrzeć do prawdy przepytał Grynberg kilkadziesiąt osób - mieszkańców wsi i miasteczek, w których, w czasie okupacji, ukrywała się jego rodzina. Pisarz powraca więc do Dobrego, Sołek, Nowej Wsi, Głęboczycy, Ryni, Antonina, Radzymina, Jaczewka, Radoszyny...

Rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń spisywane są z mistrzowską maestrią. Ich zapis składa się wyłącznie - poza podaniem miejsca, gdzie się odbywają - z samych dialogów. Grynberg zastosował nowatorskie rozwiązanie - dialogi przytaczane są bez imiennego przyporządkowania osobom, nawet bez myślników i cudzysłowów. Nie ma w nich żadnego sztafażu, żadnego reporterskiego omówienia. Powściągliwość ta jest rezultatem zarówno założeń merytorycznych, jak i artystycznych. Autor zrezygnował w tym przypadku z fikcji, odrzucił "piękne pisanie", swobodne kreowanie postaci. Ograniczył się do kronikarstwa, dokumentowania, faktografii. Dialogi przybierają formę protokolarną. Wszystkie dotyczą sprawy, z która związana jest misja pisarza. W przypadku, gdy rozmówcy uciekają w jakieś sprawy czy przeżycia własne, prowadzący "śledztwo" przywołuje ich na powrót do sprawy głównej.

Grynberg dokonuje wynalazku w zakresie narracji - przywraca jej elementarne środki, tak proste, jak prosty może być język mazowieckich chłopów, nie mających pojęcia o elokwencji. Zbigniew Florczak tak tłumaczy owa prostotę relacji:
Autor ze swej strony odrzucił elokwencję - nie tylko dlatego, że jest niestosowna do tematu, ale i dlatego, że jest bezsilna wobec tematu.[3]

W tych rozmaitych kontaktach z chłopami Autor wystepuje w podwójnej roli. Jako "archeolog" odtwarzający obraz przeszłości i syn przeprowadzający dochodzenie w sprawie śmierci ojca, ale także jako... językoznawca i etnograf. Dialogi spisywane sa z troską o autentyczność mazurskiego języka, który pod wpływem kultury miejskiej ulega wynaturzeniu. W krótkiej przedmowie do książki Grynberg wyjaśnia gwarowe właściwości przytoczonych wypowiedzi:
W ich mowie zanika już charakterystyczne dawniej dla regionu mazurzenie (>jesce<, >nase<, >dopiróz<, >zmroceje<), pochylone >o< (>któś<, >cóś<) i redukcja >e< w bezokolicznikach (>wiedzić<, >siedzić<, >powiedzić<), ale dość konsekwentnie zachowała sie końcówka >em< zamiast >im< i >ym< (skłonność do >e< zamiast >y< słychac czasem nawet w środku nazwiska, np. >Wojteniak< zamiast Wojtyniak) i dość powszechny jest zanik nosówek końcowych (>te szose<, >w te strone<).[4]

Chłop jest rozmówcą nieufnym wobec pisarza, małomównym, najczęściej wykrętnym. Ciemnota i pierwotność świadków okupacyjnej tragedii wywołują niekiedy litość, ale również i irytację. Po upływie pięćdziesięciu lat nie potrafią oni powiedzieć o minionych wydarzeniach nic ciekawego, a tym bardziej się do nich ustosunkować. Rozmówcy Grynberga - starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni - nie umieją wyjść poza myślowe stereotypy. Różnice pokoleniowe mają oczywiście istotny wpływ na stosunek do spraw wojny i okupacji. Starsi ludzie, którzy pamiętają ukrywających się i tropionych Żydów reagują na ich ówczesne połozenie rozmaicie. Ewokacja przeszłości budzi w nich niekiedy wielkie emocje:
A gdzieś tam w lesie podobno wymordowali ich. jakie ludzie, kurwa, naprowadzali... Nase, panie, nase! Naprowadzali Szkopów, kurwa ich mać, i bili. Jak nie mogli tak, to granatami w dziury rzucali. Co sie zawiązało im, kurwa, żeby tych ludzi tak krzywdzić? Panie, był pewien Żyd z Kałuszyna, krawiec, i on nawet u mnie szył w mieszkaniu. Trzy dni. To wie pan co? W lesie księżyckiem tamuj go przywiązli do chojaka i glowe mu przycięni.

No kurwa go mać, no!

Bandyci?

Nase, nase, nie Niemcy. Niemiec w nocy nie poszedł. Byli i Polacy, byli kurwa jebane. Ale, panie, jak Polak zabił Żyda, a Niemcy się dowiedzieli, to pierdolnęli i tego Polaka. Tak było, o.
[5]

Młodzi rozmówcy natomiast reagują na ogół obojętnie, wykręcając się banalnym: Panie, tyle lat minęło... Nierzadko zdarzają się postawy niechętnej podejrzliwości. Grynberg postrzegany jest jako intruz. Jakie bowiem, według ograniczonego wieśniaka, mogą byc motywy działania człowieka, który przybywa zza oceanu, by poznac prawdę sprzed pół wieku? Albo zemsta, albo chęć odzyskania utraconych dóbr. Tylko to wydaje się dla chłopów zrozumiałe. Podejrzenia te powodują z ich strony agresję:
Niech pan powie, niech się pan niczego nie boi...

Nie boi się, ło! Zobacz pan, jak rąbali w nocy drzwi siekierami.

Dlaczego? Żeby pan ze mna nie rozmawiał?

Ja ci tu, kurwa, bede rozmawiał!

(...) Pan wie i nie chce powiedzieć?

No nie chcę. Powiedz pan, to w nocy łeb panu upierdolą...
[6]

Chłop zaniepokojony możliwością utraty cześci dobytku na rzecz dawnego, prawowitego właściciela, na wszelki wypadek deklaruje:
A jakbyście chcieli tu co odbierać, ta ja siekiere mam...[7]

Rozmowy z chłopami uświadamieją, że pewne uwarunkowania społeczne, które przed laty ułatwiły Niemcom przeprowadzenie planowej ekstermnacji Żydów, nadal w Polsce istnieją. Tych spośród rozmówców, którzy życzliwie wspominają ojca, którzy pomagali mu czasem w miarę swych mozliwości, zapytuje Grynberg, czy nie mozna go było uratować, czy nie można było uratowac innych? Chłopi z pełnym przekonaniem stwierdzają, że nie było to możliwe ze względu na sąsiadów:
Byli tacy, że opiekowali się, ale każdy się bał, że go zaraz tam kto zobaczy i przeskarży, to tylko po cichu, żeby nie wiedział sąsiad. Bo Polak Polaka skarżył, jak się dowiedział, że ma Żyda.[8]

Okazuje sie także , że ci, którzy pół wieku temu ukrywali Żydów, dziś nadal nie chcą rozgłaszać po wsi tego faktu. Czyżby bali się sąsiadów? Przy okazji przeprowadzonych rozmów dokonuje się więc swoista wiwisekcja stosunków polskio-żydowskich.

Swoje poszukiwania doprowadza grynberg do końca. Udaje się ustalić nazwisko zbrodniarza, który przed pięćdziesięciu laty zamordował Abrama Grynberga. Nazywał się Stanisław Wojtyński. Pisarz rozmawiał w Jaczewku z jego bratem Janem. Sam zbrodniarz nie dożył wizyty syna swej ofiary. W filmie Łozińskiego nie pojawia się jednak ta puenta. Zastępuje ją informacja:
Henryk Grynberg
trafił na świadka, który podał mu nazwisko zabójcy jego ojca. Ten fragment ze zrozumiałych względów z filmu wycięto.
[9]

Z pomocą miejscowych chłopów udaje się również ustalić miejsce spoczynku ojca. Początkowo prace ekshumacyjne nie przynoszą rezultatów: żadnych kości, żadnych śladów, żadnego potwierdzenia. I wtedy nagle (niczym w banalnej powieści!) zjawia się nieznajomy, który wnosi nowe informacje. Pamięta on, jak grzebano Abrama Grynberga. Zapamiętał, razem z ciałem wrzucono do grobu pusta butelkę po mleku - tą samą, z którą ojciec zwykł wychodzić w poszukiwaniu pożywienia dla ukrywającej się rodziny. Rozkopując miejsce wskazane przez świadka, robotnicy natrafiają wreszcie na ludzie szczątki i znajdują wspomnianą butelkę... Fakt ten przywodzi na myśl słynne opowiadanie Grynberga pt. Ekipa >Antygona<, w którym ekipa ekshumacyjna pracuje w miejscu egzekucjii zarazem pochówku Żydów. Ziemia, rozgarnieta ich łopatami, cuchnie zgnilizną i rozkładem, a mimo to kopiący nie znajdują żadnych szczątków. Natrafiają jedynie na konia na biegunach... Jest on jedynym dowodem zbrodni. Fikcyjny rekwizyt znalazł w Dziedzictwie swój autentyczny odpowiednik.

Po wypełnieniu misji Grynberg powrócił do Stanów Zjednoczonych. Tam, w McLean, dopisał ostatni akord tej historii. W monologu podsumowującym historię swojej rodziny opaz przebieg prac poszukiwawczych dokonuje pisarz ostatecznego rozrachunku, stawiając się na bezkompromisowym stanowisku:
Czułem zimny dreszcz stojąc twarzą w twarz wobec zła, ale znalazłem w niektórych oczach i słowach także ciepło, które jest mi niezbędne do życia. A butelkę po ojcu owinąłem w tałes i przechowuję razem z odkopanymi okruchami ogniska domowego mojej babki. (...) Nie potrafie przebaczyć. Nie chcę. Nie czuję się upoważniony. Niech przebaczają zamordowani, jeżeli mogą. Ja jestem słabym człowiekiem, nie można wymagać ode mnie tak wiele. I nie sądzę, że wymaga tego Bóg, który jest sprawiedliwoscią. Uważam, że sprawiedliwe jest potępienie. Wieczne. bez przedawnienia.[10]

Fakt, iż Dziedzictwo jest ścisłym sprawozdaniem ze szczególnej sytuacji, nie stoi w żadnej sprzeczności z określeniem tego utworu jako literackiego. Aby treść mogła dotrzeć do czytelnika, nie wystarcza nazwanie po imieniu faktów, trzeba im nadać jeszcze formę wyrazu i to wlaśnie uczynił Henryk Grynberg.


PRZYPISY:

[1]T.Drewnowski, Prawda protokółu, "Polityka" 1993, nr 50, s.5.

[2]Film Miejsce urodzenia został nagrodzony wieloma nagrodami. W 1992 roku: Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Krakowie-Nagroda I Programu TV; Lubuskie Lato Filmowe-Nagroda Don Kiszota; III Festiwal Mediów-Złota Kobra. W 1993 roku: San Francisco Film Festival - Golden Gate Award; Festiwal Filmowy na Bornholmie-I nagroda w kategorii dokumentu; Festiwal Filmów Dokumentalnych w Marsylii-Grand Prix.

[3]Z. Florczak, Sprawiedliwość, "Nowe książki" 1994, nr 3, s.6.

[4]H.Grynberg, Dziedzictwo, Londyn 1993, s.5.

[5]Ibidem, s.35.

[6]Ibidem, s.43-44.

[7]Ibidem, s.51.

[8]Ibidem, s.7.

[9]Cytuję za: A.Boniecki, Więcej niż film, "Tygodnik Powszechny" 1992, nr 27, s.8.

[10]H.Grynberg, op.cit., s.90.

simon

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij