ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

MAUZOLEUM BEZIMIENNYCH. O twórczości H.Grynberga słow kilka. cz.7

27 Nov 2005 :: 0:28

Przez dwadzieścia lat, od momentu wyjazdu z Polski i osiedlenia się w Stanach Zjednoczonych, Henryk Grynberg wydawał swoje utwory w Londynie, Paryżu, Berlinie. Twórczość Grynberga na emigracji miałe dziwny status - była zawieszona w społecznej próżni. Żyjąc w USA i pisząc po polsku nie mógł liczyć na tamtejszego wydawcę, ani też, oficjalnie, na czytelnika polskiego. Fakt ten podkreśla wieloznaczność słowa "diaspora" w odniesieniu do pisarza żydowskiego piszącego po polsku. Do czytelnika krajowego docierał Grynberg z oporem poprzez drugi obieg. Dopiero po dwudziestu latach, w 1987 roku, nakładem wydawnictwa "Znak" ukazała się pierwsza powieść przywracająca pisarza krajowi - "Kadisz".

Akcja tej powieści rozgrywa się współcześnie w środowisku amerykańskich Żydów - emigrantów z Polski. Zachodnie Wybrzeże, Los Angeles, sieć szybkich autostrad, rzędy palm i wiecznie błękitne niebo - oto scenaria tej powieści. Bohatera i narratora w jednej osobie czeka pod tym słonecznym niebem Kalifornii kolejna ciężka próba. On i jego rodzina w wyniku lat ciężkiej pracy dochodzą do pewnej zamożności. Ocaleńcom Holocaustu nie dane jest jednak zaznać spokoju.

"Kadisz" rozpoczyna się od przedstawionej skrótowo historii ojczyma - Uszera, którego Grynberg opisał już we wcześniejszych powieściach.Ojczym jest właścicielem sklepu z alkoholem, gdzie pracuje przez siedem dni w tygodniu. Nie przestrzega więc szabatu, a odpoczywa jedynie w dzień wyborów. Jego liquor-store mieści się w dzielnicy niskich ruder, a klientela sklepu jest na ogół biedna i groźna. Uszer - ocaleniec z Mauthausen, potrafi sobie z nią radzić, nie ryzykując niepotrzebnie i naciskając guzik alarmu dopiero po wyjściu bandyty. Poza tym czuje się bezpiecznie w wolnym kraju, do którego trafił po traumatycznych przeżyciach:
"Jeśli bandyta był zły i mu nadmiernie wygrażał, to ojczym, który nosił sportowe koszule z krótkimi rękawami, pokazywał mu swe sine KL na przedramieniu: - Ja widziałem gorszych od ciebie, nie masz mnie czym straszyć..."[1]

Jednak pewnego słonecznego, typowego kalifornijskiego ranka, podczas kolejnego złodziejskiego napadu, Uszer zostaje zamordowany:
"Siedem kul miał w brzuchu, gdy znaleziono go w wielkiej, ciemnej kałuży. Nie za kontuarem, lecz w przeciwnym, najodleglejszym krańcu sklepu i cała ta droga oznaczona była strąconymi butelkami i kałużami. Nie łatwo oddał życie, które tak drogo go kosztowało. (...) Pokazywał swoją dożywotnią legitymację, świadectwo nietykalności, przepustkę, stempel >>KL<< - ostateczny glejt. Nie mógł uwierzyć, kiedy padł pierwszy strzał i jeszcze po drugim strzale myślał, że pomyłka. Dopiero po trzecim przycisnął alarm."[2]

Śmierć ojczyma, jednego z Ostatnich, uświadamia bohaterowi, że w tyle lat po wojnie nadal odchodzą oni śmiercią inną niż naturalna. W jakiś czas później w wypadku samochodowym ginie bratowa Uszera - znów zabrakło kogoś z ich świata. Powoli odchodza ostatni bohaterowie dramatu.

Zabójstwo Uszera, i zarazem pierwszy kadisz, to rodzaj wprowadzenia w powieść. Grynberg rozwija potem jeden z głównych tematów swojej twórczości - próbuje rekonstruować zgładzony, znikający świat. Nagła wiadomość o groźnej chorobie matki stanowi dla narratora sygnał alarmowy. Rozpoczyna on rozpaczliwą walkę z czasem o ocalenie przeszłości:
"Przy każdej okazji, gdy znaleźlismy się sami, wyciągałem z niej wspomnienia - moje dziedzictwo, spadek, który łatwo mi mógł przepaść, bez którego nie zostawało mi nic. Konfrontowałem jej wspomnienia z własnymi, żeby raz jeszcze wszystko ustalić, utrwalić."[3]

Wszyscy Ocaleni obcość "nowego świata" łagodząc zakładając własne ziomkostwa. Do jednego z nich - Nowy Dwor Society, należy matka bohatera. Zrzesza ono Żydów z Łomży, Łęczycy, Piotrkowa, Tomaszowa, Bełchatowa, Dobrego - rozbitków z nieistniejących już krain, kultywujących pamięć o największej gminie żydowskiej w Europie. Każde puste miejsce po zmarłym jest gorączkowo zapełniane. Wielokrotne wdowy wychodzą za wielokrotnych wdowców, aby tylko pozostać w kręgu ocaleńców:
"Rozbitkowie znów jedni drugich szukali, kogokolwiek, kto jeszcze się ostał. Szukali jedni u drugich ratunku w swej ostatniej juz fazie. U kogokolwiek ze wspólnej przeszłości, żeby nie utonąć w samotności wśród obcych. Jak Łazarze po wskrzeszeniu, bali się bardziej od innych, bo wiedzieli, że nie będzie cudu, który ponownie ich wskrzesi."[4]

Dla tej znikającej społeczności istnieją dwa zasadnicze zagrożenia. Pierwszym jest fizyczna śmierć jej członków, którzy odchodzą z upływem czasu. Drugie stanowi ułomność ludzkiej pamięci, która powoduje, że ten, kto umarł kiedyś bezimiennie, teraz umiera po raz drugi. Ratunkiem przed zapomnieniem są właśnie stowarzyszenia, do których garną się "ostatni Mohikanie". Innym sposobem ocalenia pamięci staje się jerozolimskie Mauzoleum Imion - przygnębiający spis ofiar Holocaustu oraz ich "życiorysów". Przeznaczone do wypełnienia kwestionariusze staja się wyzwaniem dla pamięci bohatera, jedynym wiązaniem z przeszłością jest dla niego jescze tylko ciężko chora matka. Bez niej i jej pamięci zostaje on kaleką, pozbawionym dziedzictwa:
"Czułem lęk. Ona była moim ostatnim żywym wiązaniem z tamtym światem, który był naprawdę nasz. Po niej zostawałem już sam wśród tych wszystkich, których nam zgładzono wraz ze świadectwem ich urodzenia, istnienia i zgonu."[5]

Ułomność pamięci uświadamia bohaterowi zupełnie inną postać śmierci aniżeli śmierć fizyczna - spis ofiar uaktualnia wszak wiedzę o ich liczebności. Bohater zapytuje:
"A gdzie imiona, których nikt nie pamiętał? W samej naszej rodzinie było ich kilkadziesiąt. Dla tych, po których nawet imiona nie pozostały, potrzebne było osobne Mauzoleum Bezimiennych. Z kartoteką i rubrykami, których niezapisana białość świeciłaby w oczy."[6]

Najbardziej wstrząsająca postać śmierci polega właśnie na zniknięciu samej zbrodni, bowiem znikają żywi, którzy pamiętają imiona umarłych:
"Był to jedyny rodzaj zbrodni doskonałej, genialnie prosty w swej logice, bo ślad zbrodni zaciera się całkowicie przez zatarcie śladu istnienia ofiary. Zostawałem ostatnim świadkiem, żeby swym świadectwem zaprzeczać nicości, która wyrywała mi wszystko od samego początku, a teraz równiaż matkę i jej pamięć. Jej niepamięć napełniała mnie starchem, bo widziałem w niej przejaw zagłady, której nie było końca."[7]

Wraz z okrutną, choć naturalną, śmiercią matki bohater przeżywa, można by rzec potrójny dramat. Pierwszy, dotyczący każdego, z którego życia zostaje wyrwana ukochana osoba. dramat drugi - ponieważ umiera ostatnie ogniwo łączce go z dziedzictwem stanowiącym o jego tożsamości. I wreszcie trzeci - to przeczucie zagłady, która nie ma końca. Ta zagłada to znikanie lub wręcz niszczenie śladów znaczącej obecności Żydów. Jeszcze w 1957 roku bohater przeglądał w swych rodzinnych stronach księgi wieczyste szukając śladów przodków, teraz - pragnąc zrekonstruować dane dla Mauzoleum Imion - dowiaduje się, że dokumenty te już nie istnieją:
"Tego nie mogłem przewidzieć. To nie było do przewidzenia. To było sprzeczne z definicją ksiąg wieczystych."[8]

Grozy tej zagładzie dodaje fakt, że pomimo tych zmarłych w rodzinie bohatera, śmierc matki stanowi pierwszy naturalny zgon - stawia to jej bliskich wobec zupełnie nowych doświadczeń:
"W naszej rodzinie wszyscy ginęli śmiercią gwałtowną, innejśmy nie znali. Obaj dziadkowie i obie babki, wszyscy wujkowie i ciotki, mój ojciec i półtoraroczny brat, a teraz ojczym. Nie doświadczyliśmy nigdy śmierci, która nazywa się naturalną, nie mieliśmy sposobności się z nią zapoznać."[9]

Świat przeszłości wspólny matce i bohaterowi jest nieprzekładalny na język Żydów amerykańskich. Rabin przygotowujący konwencjonalną pochwałę życia zmarłej, zadaje rodzinie pytania wprost groteskowe, nie przystające zupełnie do jej rzeczywistej, heroicznej biografii. W rezultacie wychodzi z tego portret najbanalniejszy z możliwych: była dobrą gospodynią, wszyscy chwalili jej wypieki, hodowała kwiaty, kochała dzieci i wnuki.

Strony powieści poświęcone przewlekłej chorobie i śmierci matki stanowią dokument bezgranicznej synowskiej miłości. Anna Sobolweska wskazuje na przynależność tego trenu do sfery sacrum powieści. Sferą profanum, przeciwstawioną związkom z matką i żydowską przeszłością, jest według Autorki obarz Ameryki jeko zmechanizowanego molocha, a także obraz współczesnej kobiety. Analizując "Kadisz" w kategoriach Freudowskiej psychoanalizy Sobolweska konstatuje:
"Kult matki łączy się (...) z podszytą lękiem pogardą wobec kobiet. One wszystkie to kusicielki, rozwiązłe, chciwe seksu i pieniędzy. Narrator >>Kadiszu<< daje wyraz odrazie wobec kobiecego ciała w kuszącym opakowaniu. Kompleks bohatera odsłania w sposób symboliczny scena, w której ucieka on z ptzyjęcia przeobrażającego się w orgię, od kusicielki w przezroczyatej sukni - na cmentarz, na grób matki. W >>Kadiszu<< kobiety sa przedstawicielkami śmierci, a matka - nawet po śmierci - jest źródłem życia."[10]

Życie to jednak narrator niejako odziera z sensu, nadając mu pewien porządek, podporządkowując je nieuchronnemu przeznaczeniu. Bohater odkrywa także "porządek śmierci" rozpisany na dwa tysiące lat wcześniej, porządek, który wypełnia się nieprzerwanie. W życiu odnajduje paralelność z Biblią, za pomocą stylizacji biblijnej przekształca losy Żydów w Drogę Krzyżową. Próbuje wpisywać życiorysy członków rodziny do kwestionariuszy Mauzoleum Imion:
"Jeszije, w zdrobnieniu Szije, od Jehoszua to znaczy Jozue lub Jezus, data i miejsce urodzenia nieznane (...), a ukrzyżowanie na niewidzialnym krzyżu, niewidzialnym gazem, w zatłoczonej męczennikami komorze nastąpiła we wrześniu lub w październiku na golgocie o nazwie Treblinka. (...) Raszkie, od Raszi lub Rasze, data urodzenia nie znana, ale pochodziła z Makówca, a większość bogobojnego, około sześćdziesięcioletniego życia spędziła z Jeszije - Jezusem z Nowej Wsi o parę kilometrów od Makówca (odległości były tak samo małe jak w Galilei i Judei), przeszła z nim wszystkie stacje w bydlęcym wagonie, w komorze, nigdy się nie rozstali - ani za życia, ani w śmierci, ani po śmierci - i nikt nigdy nie zdjął ich z krzyża; (...) Rywke, czyli Rebeka (...), czysta i bez skazy, towarzyszyła swym rodzicom i bratu na ołtarz ofiarny (...); Burech, od Barucha, mój brat Błogosławiony (...) zginął pod koniec września (...), gdy z donosu został wykryty u gospodarza, u którego schowała go mama przed pachołkami Heroda; Jankł, dla miejscowych ludzi >>Jankiel<<, z hebr. Jaakow, bibl. Jakub, pochodził z miejscowości Rynia, niedalekiej od wyżej wspomnianych miejsc mazowieckiej Galilei - Judei (...) zastrzelili go Niemcy, którzy wykryli ziemiankę za srebrniki, z donosu Judasza."[11]
Ojczym - Uszer, zostaje porównany do Samsona. Podczas układania mowy pogrzebowej nad grobem matki bohater wspomina, że przeżyla ona potop. A i sam bohater przywodzi na myśl Hioba, poddawanego coraz to nowym, ciężkim próbom.

Równolegle do wątku ocalenia dziedzictwa duchowego toczy się pomiędzy przyrodnimi braćmi żenujący proces o spadek materialny po matce. Bez tego drugiego nurtu powieść ta byłaby tylko elegią i miłosnym portretem zmarłej, a tymczasem urasta do rangi tragikomedii. Treścią opowieści po śmierci matki stają się machinacje finansowe przyrodniego brata, zwanego przez narratora "półbratem".[12] Walka dwóch stron przybiera formy walki dobra ze złem. Dla narratora batalia o spadek nie jest rozgrywką o życie, o los - ten już został przypieczętowany śmiercią matki. Daje się wciągnąć w grę niejako "dla zasady", chce pokonać trudności, by w ten sposób powtórzyc prawzór ojczyma, matki i dziesiątków wcześniejszych pokoleń. W wyniku procesu zdradliwy półbrat traci skradzioną przez siebie biżuterię matki oraz część bezprawnie przywłaszczonej kamienicy.

Ta epopeja handlowo-spadkowa, oddana z całym realizmem i brutalnością, kończy się "zwycięstwem" bohatera, ale nie stanowi to dla niego żadnego pocieszenia. Jedyna autentyczna więź łączyła go z matką. Jej śmierć spowodowała zerwanie, a może wyzwolenie się, ze wszystkich więzi pozornych i udawanych. Bohater zostaje bez przyrodzniego brata, traci żonę, nie ma właściwie miejsca na ziemi, żyje w zawieszeniu. Swoją sytuacją ucieleśnia topos Żyda Wiecznego Tułacza. Matce, na szczęście, nie było dane ujrzeć tego przygnębiającego finału. Powieść kończy się wymowną refleksją:
"I pomyślałem sobie, że dobrze, że jej nie ma, że tego nie widzi, że Bóg miłosierny oszczędził jej dalszego ciągu."[13]

W tej książce o śmierci i umieraniu nie zabrakło również obsesyjnie u Grynberga powracającego wątku śmierci ojca. W swoich dotychczasowych utworach Autor podkreślał fakt, że ojciec zginął z polskiej ręki i odpowiedzialność za jego śmierć pada na cały naród. Tymczasem w "Kadiszu" po raz pierwszy pojawia się zdanie, które można interpretować jako koniec jego żydowsko-polskich rozrachunków:
"Mojego szwagra zabił Polak, u którego się ukrywał - powiedział wdowiec, rzucając mi krótkie spojrzenie z ukosa. (...) - Mojej matce Polacy pomogli przeżyć - powiedziałem. - A kto zabił twojego własnego ojca?! - zawołał wdowiec. - Zabił go BANDYTA! - odpowiedziałem z naciskiem.[podkr.-S.P.][14] Fragment ten stanowi dowód znamiennej ewolucji i precyzowania poglądów u Autora.

"Kadisz" w języku aramejskim oznacza "święty". W religii żydowskiej jest to hymn ku czci Boga odmawiany jako modlitwa żałobna. tytułowy kadisz jest więc modlitwą za zmarłych rodziców, ale także, a moż eprzede wszystkim, za cały ginący ostatecznie świat, egzystujący do tej pory wyłącznie dzięki pamięci żyjących. To ksiażka pełna gniewu i miłości, historia heroizmu dwojga starych Żydów - powalonych dopiero przez śmierć, na którą zresztą nie zasłużyli. Pewien rodzaj "śmierci" przezywa i sam bohater - zostaje pokonany przez obcość otoczenia i poczucie własnejmoralnej degradacji. Przemysław Czapliński tak kończy swe rozważania na temat tej książki:
"W przeciwieństwie do niezwyle licznych powieści o umieraniu >>Kadisz<< Henryka Grynberga jest jedną z niewielu, która nie stara się znaleźć jakiegokolwiek pocieszenia - czy nawet więcej: jest jedną z nielicznych, która nie znajduje żadnych usprawiedliwień, pozwalających wybaczyć śmierci."[15]

Amerykańska perspektywa losów bohatera kończy cykl oparty na biografii Autora. "Kadisz" stanowi istatnie jej ogniwo, po nim pewne deklaracje wydają się niemożliwe. Artystyczna logika wskazywałaby na to, że jest to cykl zamknięty. Kolejne utwory Henryka Grynberga są dowodem zmiany kierunku jego pisarstwa, które pozostaje jednak w kręgu tematyki żydowskiej.


PRZYPISY:

[1]H.Grynberg, Kadisz, Kraków 1987, s.10.

[2]Ibidem, s.17 i 23.

[3]Ibidem, s.38.

[4]Ibidem, s.25.

[5]Ibidem, s.39.

[6]Ibidem, s.44.

[7]Ibidem, s.39.

[8]Ibidem, s.40.

[9]Ibidem, s.22.

[10]A.Sobolewska, Księgi wieczyste Henryka Grynberga, [w:] pr. zb. Sporne postaci polskiej literatury współczesnej, Warszawa, 1995, s.86-87.

[11]H.Grynberg, op. cit. s.40-43.

[12]Janina Katz-Hewetson zwraca uwagę, że od słowa "półbrat" niedaleko już do "psubrat". Zob. J.Katz-Hewetson, Modlitwa za zmarłych, "Puls" 1988, nr 37, s.101.

[13]H.Grynberg, op. cit. s.142.

[14]Ibidem, s.93.

[15]P.Czapliński, Kształty nieobecności, "Res Publica" 1989, nr 1, s.130.

simon

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij