ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Wywiad z zespołem Vader

28 Sep 2005 :: 22:40

Powstali w 1986 roku. Jednak debiutancka płytę "The Ultimate Incantation" nagrali dopiero po 7 latach. Były to pierwsze dźwięki metalowe dobiegające zza żelaznej kurtyny na cały świat. Byli pierwsi w wielu sprawach. Jako pierwszy zespół z "Bloku Wschodniego" podpisali kontrakt z zachodnią wielką wytwórnią płytową. Pierwsi byli znani za granicą, a dopiero potem w rodzinnym kraju. Są też pierwszym w historii polskiej muzyki metalowej zespołem, który nagrał płytę "Live in Japan". Czym jest "Live in Japan"? To przedsięwzięcie, które mogą zrealizować jedynie wybrane formacje. Najlepsze! Jest to bowiem koncert na żywo rejestrowany w klubie w japońskiej stolicy Tokio - stąd nazwa. Koncert tej grupy odbył się w sierpniu 1998 w tokijskim klubie Quattro. Muzyki tego zespołu słuchają i w Kanadzie i w Japonii i w Stanach Zjednoczonych, bo jest to jeden z nielicznych zespołów z Polski słuchanych bez względu na narodowość, kolor skóry czy wyznanie. Na zachodzie są bardziej popularni niż w rodzinnym kraju. Gdy w nowojorskim sklepie płytowym znalazłam 3 kompakty z nazwą VADER poczułam, że serce wali mi jak młot, bo oto ... stało się! Muzyka z Polski naprawdę jest czymś ogólnoświatowym. I nie musi nazywać się Chopin.
To zdarzenie opowiedziałam wokaliście - Peterowi w czasie naszego spotkania.

Co czujesz wiedząc, że słuchają cię również na zachodzie?

Przede wszystkim radość. Radość z tego, że możesz tworzyć muzykę dla ludzi na całym świecie. A jeszcze większą jest ta radość, kiedy wiesz, że ci ludzie czekają na ciebie. Mamy dla kogo grać, więc jest po co żyć i po co tworzyć. Fajnie jest, że ta muzyka przekracza pewne granice i pewne sfery czasowe. Od kilku lat tworzymy i cieszymy ludzi na całym świecie. Słuchają nas ludzie o różnej mentalności i rożnych tradycjach, wyznaniach. To piękna sprawa, kiedy w tak odmiennych zakątkach świata jesteśmy przyjmowani gorąco.

Pierwsza płytę nagraliście po 7 latach...

Po dziesięciu. Bo ta data podawana oficjalnie to jest data od ustalenia się ostatecznego składu, ale zaczęliśmy grać o wiele wcześniej.

Czy były takie momenty, że wątpiliście?

Nie. Gdyby były takie momenty nie gralibyśmy. Ci którzy wątpili nie grają z nami.

Która z publiczności jest najdziwniejsza? Najwdzięczniejsza? Najbardziej godna zapamiętania?

Och! To trudno powiedzieć. Nie pamiętam każdej publiczności, ale może dlatego, że gramy ponad 300 koncertów rocznie. Jest to najważniejsza forma istnienia każdego zespołu, a w szczególności heavy metalowego.

Jakie to jest uczucie, kiedy idziesz ulicą i widzisz koszulki czy napisy na plecakach "Vader"?

Jest to bardzo miłe uczucie. Heavy metal jest czymś co wykracza poza ramy samej muzyki i sztuki. Jest odrębną kulturą. Muzyka heavy metal pomaga uczynić człowieka silniejszym. Pomaga utożsamić się z jakąś siłą. Słuchają tego ludzie, ktorzy często mają problemy w swoim własnym życiu, a muzyka pomaga im je rozwiązać lub choć na chwilę o nich zapomnieć. Jest to muzyka, która pomaga uzyskać wewnętrzną siłę.

Ale... ta publiczność bywa też bezlitosna. Pamiętasz z pewnością ten koncert w katowickim Spodku. Graliście wy, "Slayer", a potem "System of a down". SOAD był pierwszy raz w Polsce i został przyjęty tak jak został... Było mi wstyd, kiedy siedziałam na widowni i patrzyłam na to co wyprawia publiczność.

Jeśli można mówić o jakichś wadach to społeczeństwo nasze jest bardzo mało tolerancyjne. My, wykorzystując to, że nazwa "Vader" jest znana w kręgach heavy metalu staramy się otwierać umysły naszych fanów nie tylko na inne zespoły, ale i na inną muzykę. Pamiętam kiedy obawiałem się innych rzeczy, że zabrudzę swoje inspiracje swoją duszę. Teraz ... nic nie jest w stanie mi zaszkodzić. Jestem otwarty na inne style, choć oczywiście nadal pozostaję fanem muzyki metalowej. Tej muzyki, którą tworzę. Choć oczywiście w przypadku SOAD nie był to inny styl, a jedynie nowa grupa. Wówczas mało w Polsce znana.

Oni chcieli przekonać publiczność do siebie, ale nawet nie mieli szansy. Nikt nie chciał ich słuchać...

SOAD trafił wtedy miedzy takie kowadło. "Vader" i "Slayer". Byłem dla nich pełen podziwu. "Slayer" to potężna nazwa. Mogło wielu ludzi nie chcieć ich słuchać, bo czekali na "Slayer". To jest przykre, ale to jest typowe. Niestety.

Czy udało ci się przekonać do swojej muzyki rodzinę?

Rodzina to zaakceptowała. Nie mówię o akceptacji stylu muzyki, bo jest różnica pokoleń, ale .. akceptują to co robię. To jest ważne. Nie męczą mnie pytaniami. "Co będziesz robić? Z czego się utrzymasz?" Wiedzą już, że utrzymuję się z tego. Nie przynosi mi to niesamowitych pieniędzy, ale ... nie muszę szukać innych źródeł zarobkowania i mogę czerpać przyjemność z pracy.

Tytuł ostatniej płyty "Litany" - jak zawsze religijny trochę...

Tytuł może być interpretowany różnie. Ta dowolna interpretacja jest przez nas postrzegana jako coś ważnego. Każdy może to sobie zinterpretować po swojemu. Każdy może inaczej rozumieć. To jest piękne!

Przyjdziesz do domu po 12 w nocy matka wygłosi litanię...

Cha cha cha! No. Nie taką jak nasza.

Macie jedną z najpiękniejszych stron WWW.

To nie jest niestety taka oficjalna strona, choć owszem bardzo fajna. Prowadzimy rozmowy na temat oficjalnej strony. Ma być prowadzona przez takiego człowieka z Holandii.

Popularny jest taki kontakt jak rozmowy zespołów z fanami przez internet...

Tak. Brałem w tym udział. Bardzo mi się to podobało. Piękne jest tak porozmawiać z kilkoma osobami na raz. Pytają o rożne rzeczy. Nie są skrępowani. Wprawdzie zadają czasami pytania, na które nie chcę odpowiadać...

Na przykład?

"Vader" śpiewa o sprawach mistycznych. Pytają więc o sprawy mojej wiary. A tymczasem jest to rzecz, o której nie chcę mówić. Bo jest to tylko moja sprawa. Wrócę na chwilę do tytułu "Litania". Wielu ludzi jest prowadzonych na postronku. Jedną drogą, która - jak im się wmawia - jest ona jedyna i dobra.

To coś jak z "nigdy" i "zawsze", które nie istnieją, a co jakiś czas próbuje ktoś nam wmówić, że jednak one są. Mówimy więc "nigdy ci nie wybaczę" oraz "zawsze będę cię kochać".

O dokładnie! Przykre jest kiedy zdajesz sobie sprawę, że życie polega na frazesach i słowach, które nie mają żadnego pokrycia. Wiadomo jak trudno jest zmienić mentalność ludzi. Wiemy więc, że chcąc zmienić świat powinniśmy zacząć to od siebie. Ale jednak żyjesz w społeczności powinieneś się uodpornić na próbę ingerencji w twoje życie innych jednostek. Trzeba bronić siebie przed taką ingerencją. Najpierw kontrola siebie, a potem kontrola zewnętrzna.

Jakieś przeżycie muzyczne z ostatniego czasu?

Miałem przyjemność być producentem zespołu "Head capitated". To chłopcy około 15-18 lat z okolic Krosna. Bardzo dobrzy muzycy, a jednocześnie uczniowie, więc był problem ze ściągnięciem ich na nagranie, bo szkoła. Ja pamiętam siebie z tamtego, szkolnego okresu. Swoje pierwsze fascynacje muzyką. To był zespół "Black Sabbath", ale słuchać zacząłem wcześniej. Tyle, że była to inna muzyka, do której nadal mam sentyment. Najpierw więc było "Bee Gees", potem "Boney'M", a potem pierwszy utwór stereo jaki usłyszałem i odleciałem! Odkryłem czym jest stereo. A odkryłem to dzięki płycie "Pola magnetyczne" Jean Michelle Jarre'a. A potem pojawiła się muzyka z tej półki co "Black Sabbath" i "Judas Priest". To "Black Sabbath" było tym zespołem, który pomógł mi zrozumieć co chcę w życiu robić i co chcę grać.

Czy w szkole średniej, biorąc gitarę do ręki myślałeś, że to będzie twoje życie?

Ech coś ty! Mogłem o tym jedynie marzyć. Pamiętam jak jechałem do Warszawy obejrzeć na video w Hybrydach trzy kawałki "Slayer'a"! To było coś. Zupełnie jak koncert! Wprawdzie nie na żywo, bo na video, ale wyprawa wielka. A po kilku latach zagrałem prawdziwy koncert przed "Slayerem". Kiedyś były zupełnie inne czasy jeśli idzie o kulturę słuchania muzyki. Istniały takie rzeczy jak giełdy płyt. Pożyczaliśmy je sobie, bo nie każdy miał dostęp do oryginałów. Myśmy się spotykali, by słuchać płyt! bo one po prostu były trudno dostępne. Teraz ludzie słuchają muzyki tak, że coś się wrzuca do magnetofonu czy odtwarzacza i brzęczy to sobie w tle. Nie ma czegoś takiego, że się biega do znajomych przegrywać - no chyba, że na nagrywarkę CD, ale to nie to samo. Z mojej strony wygląda to tak, że ludzie nie doceniają tego co mają, bo to mają. Ale ... fajnie, że to jest!

Mówi się, że każdy powinien umieć kiedyś zejść ze sceny. Jeszcze się chyba nie wybieracie, ale... czy będziesz grał mając lat 70?

Nie wiem. Jeżeli będziemy mieli parę to wszystko jest możliwe.



jesień 2000 r.

Malgorzata Karolina Piekarska | www.piekarska.net | www.psedytor.waw.pl

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij