ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Capricorn

04 Sep 2005 :: 16:12

Światło w najmniejszym pokoju w domu ma kolor słabej herbaty. Stojąc pod oknem i patrząc jedynie na blask odbity w szybie można by przysiąc, że pomieszczenie oświetla tylko płomień świecy. Ale pod oknem nie ma nikogo.
W pokoju świeci się słaba lampka z secesyjną nogą i abażurem w stylu roku pięćdziesiątego dziewiątego.
Firanka drga oddechem zimy, wciskającym się nieszczelnymi oknami. Zupełnie jakby żyła. Kobieta z portretu wiszącego na przeciwległej ścianie trzyma w ręku kwiat jabłoni. A gdy nikt nie widzi, obrywa za każdym razem kolejny płatek. Książki w starej biblioteczce szepcą sobie cicho opowieści, porcelanowe lalki chichoczą, zawstydzone obecnością siedzącego na bieliźniarce pierota. Figurki zdziwionych ptaszków, grają na regale w mydło.
Konwalie płaczą rzewnie w różowym flakoniku.
A pośród tego stoi proste łóżko ze szwedzkiej sosny, nakryte uszytą przed laty kapą.
A na tym łóżku leży Marta.

Kilka godzin później leży dokładnie tak samo, jakby nie było w niej nic, jakby nie było Marty wcale. A może jak gdyby była Marta, ale nie było czasu i wieczności, do której dąży czas. Może była Marta, ale czas nie zmienił się w ogóle tak, że trudno określić, czy upłynęło kilka godzin, kilka minut czy kilka lat.
Stary Marek martwi się bardzo. Deszcz siąpi owej zimy, chmury strzępią się, a niebo rozdziela i z samej głębi leją się strumienie. W pączkującej, wegetującej wilgoci rodzą się noce szklane, ponure, po których następują łzawe poranki. Ludziom wydaje się, że deszcz odbierając piękno zimie, kradnie pasję ich namiętnościom, ale tylko ulewa ma w sobie coś bezlitosnego, co budzi najdokładniej skrywane pragnienia.
Przez szparę w drzwiach stary Marek widzi sosnowe łóżko. I Martę.
Uchyla lekko.
-Marto ?
Pyta.
-Słucham ?
-Źle się czujesz ?
-Nie.
Walczące ze starzeniem się rysy starego Marka stają nagle twarzą w twarz z idealnie gładką buzią Marty.
-Marto...
-Tak ?
-Już... nic. Może masz ochotę pójść do teatru ?
-Dobrze.
-Jutro ?
-Dobrze.
-To śpij... już.
Gdyby ktoś stał pod domem, zobaczyłby, jak dwa okna gasną, jedno za drugim. Ale wciąż nie ma tam nikogo. Może dlatego, że deszcz leje się z nieba bez zmiłowania, i rozmakają ulice. Wewnątrz jest tylko życie, jak więdnąca gałązka. Wyrzucono ją, ale może ktoś jeszcze jest na świecie, kto podniesie ją i włoży do wody.
Listeczki obumierają, ale tli je od spodu pierwotna nadzieja, na przemian wstrząsają nimi spazmy pragnienia i rozpaczy, niczym wiejący, targający mocno wicher.
Wyobraźcie sobie świat mroczny i ślepy, czarny od ciemnych kropel, zmęczony przesiąkającą go wodą. I pośród tego idealnie jasną Martę, skrzydlatą Martę i dźwięk jej skrzypiec unoszący się ponad nieistniejącym miastem i krajem, którego nie ma. Światem, który jeszcze będzie przez sekundkę, lecz już topnieje i za moment runie do nieistniejącego piekła, lub, uniesie w górę, do nieprawdziwego nieba.
Gdzie nie ma zła, ale nie ma też przebaczenia ani współczucia. Marta wcale nie jest skrzydlata, tylko cień rzucany przez lampę tak dziwnie załamuje się nad jej ramionami. Ona pachnie czekoladą, ale nikt o tym nie wie. Lalki przestały chichotać, poprawiają suknie i włosy na wielki bal. W kościele za nasypem zaczyna się msza i dzwony biją na alarm; co myślicie o upadku świata ?
Stary Marek:
-Marto, zbieraj się, musimy już wychodzić.
Stary Marek ma parasol i oboje mogą się pod nim schować, jeśli Marta weźmie go pod rękę.
Ziemia już paruje, niczym bagno, chmury schodzą coraz niżej. Ulicą jedzie przeładowany autobus; zatrzymuje się przed nasypem.
-Która godzina ?
-Będzie po osiemnastej, uważaj, błoto !
-Chyba Marta przyjechała tym autobusem.
-Karolina, twoja siostra, nie Marta.
-Myślę, że Marta przyjechała nim od Maurycego.
-Głupoty opowiadasz, Marto... przyśpieszmy kroku, spóźnimy się.
Stary Marek ciągnie ją dalej, na asfaltową dróżkę wijącą się pośród wysokich, zmokniętych chaszczy.
-Ten dzień już kiedyś był...
-Zgadza się, dwudziesty trzeci grudnia, z zeszłoroczną datą.
-Nie, nie, on był dwudziestego pierwszego stycznia dwa lata temu.
-Marto... proszę, nie żartuj...
Marta nie żartuje, oddycha gdzieś w ciemności i może ona jedna zostanie tu, gdy nic nie zostanie. Ale na cóż ostać się ostatnim z ludzi na świecie, który upadł ?

Mały Książę [1] leci w powietrzu ciągnięty przez stado dzikich ptaków na matowej szybce lichtarzu. Świeca w środku ugina się od uderzeń dżdżystego podmuchu od okien.
Gdyby jutro nie był najważniejszy wieczór w roku, gdyby nie trzeba było niczego odczuwać i grać na skrzypcach Staremu Markowi, może przestałby padać deszcz. Stary Marek...
-Jak podobała ci się sztuka ?
Marta kiwa głową, jej włosy w herbacianym blasku wydają się najmiększe na świecie, najbardziej brzoskwiniowe.
Stary Marek podchodzi i siada obok niej na łóżku.
-Naprawdę ci się podobała ? Była przecież smutna.
-Smutne rzeczy są piękne.
-Smutne rzeczy są pesymistyczne, Marto. Ta sztuka była o...
-...miłości...
-Nie, o śmierci. Może... może ja powinienem o tym myśleć, ale ty nie.
Pac. Świeczka gaśnie. Mały Książę odleciał, powinno zrobić się zupełnie ciemno, lecz w kominku tli się jeszcze jedna. Gdy Stary Marek wstaje, gasi ją zwilżonym palcem. Znika za drzwiami.
Spójrz, niebo spada na nas kroplami deszczu tak nieubłaganie.




Następnego dnia Marta i Karolina siedzą tuż obok siebie, tak blisko, jak jest to tylko możliwe, naprzeciw siebie. Ich policzki zdają się prawdziwe i mleczne. Tęczówki przekłuwa szpila dziennego blasku. Ten dzień ma się już ku schyłkowi... niebawem chmury poczernieją i woda i świat stanie się jednym, świętującym grzęzawiskiem.
Skrzypce tylko leżą pomiędzy nimi, zaraz, zaraz nastanie czas, by zapalić lampkę i lichtarzyk. Ale jeszcze chwila, niech mrok zasłoni tylko okno kotarą.
Czy doprawdy nigdy nie zaryzykujesz ? świat zgubisz...
Łza płynie po policzku Marty czy kropla deszczu ? Czyżby dach przeciekał ? Przecież na parterze jesteśmy...
Karolina wyciąga dłoń, by otrzeć policzek Marty, lecz zamiera w pół gestu i cofa ją.
-Nie martw się sister, ponoć żyjemy w najlepszym ze światów...

[1] Mały Książę w marzeniu sennym: ta niewielka istotka z królestwa wyobraźni zapowiada romantyczne zdarzenia i fantastyczne przygody. Usytuowana w pobliżu domu zwiastuje powiększenie rodziny.

M. Marecki

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij