ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Sylwester

01 Aug 2005 :: 22:22

Panna Janina, która panną była już jedynie nominalnie, nie zaś z racji wieku, wróciła właśnie z podróży służbowej, akurat, żeby spędzić tegorocznego sylwestra w domu, ze swoimi kotami. Właśnie wypakowywała z taksówki walizki (usłużny kierowca otworzył jej nawet bagażnik, naciskając jeden przycisk, siedząc wygodnie za kierownicą swojego Fiata). Wtedy zobaczyła ją pani Helena. Pani Helena była sąsiadką panny Janiny i pod jej nieobecność odbierała jej pocztę i oporządzała mieszkaniem, które z uwagi na żyjących tam pięcioro kotów nieustannie wymagało opieki. Była też pani Halina największą plotkarą w całym bloku.

Panna Janina zajęta wyciąganiem ciężkich walizek nie zauważyła, że jest obserwowana. Kiedy w końcu udało jej się zabrać wszystkie swoje rzeczy z bagażnika, taksówkarz odjechał z piskiem opon. Wtedy Panna Janina obiecała sobie, że już nigdy nie zapłaci bezczelnemu taryfiarzowi nim ten nie pomoże jej wyciągnąć... Ba! Wnieść jej bagaże na czwarte piętro. Pani Janina była bardzo pragmatyczną osobą. Nie należała do biednych, mogła nawet o sobie powiedzieć, że nie należy też do klasy średniej, jednak z uwagi na to, że nie posiadała żadnej rodziny, zdecydowała się na mieszkanie w bloku.

A jest to blok niezwykły, ludzie się tu znają jak w małej wsi - wszystko o sobie wiedzą.

Taszczyła teraz swoje walizki po schodach, bo winda naturalnie nie mogła działać w takim momencie. Kiedy zmachana dotarła na piętro na którym mieściło się jej M4, z drzwi obok wychyliła się panna Halina.

- I jak się udał wyjazd kochana sąsiadko? - zakrzyknęła od razu, z charakterystycznym wyrazem twarzy mówiącym ni mniej, ni więcej tylko "teraz sobie poplotkujemy".

- A dziękuję, był bardzo udany - odrzekła bez większego entuzjazmu panna Janina. Jej ton był spowodowany bardziej trudami podróży niż niechęcią do sąsiadki. - Jak tam moje koty? Sprawowały się dobrze? Mam nadzieję, że Amsterdam nie dawał się pani zbytnio we znaki?

- Ależ nie! - powiedziała z uśmiechem pani Helena. - Prawdziwe z nich aniołki. Był tylko jeden incydent. W dzień śmierci pana Sylwestra...

- Pana Sylwestra? Męża pani Honoraty? - zapytała.

- Ach! Przecież pani nic nie wie... - pani Helena spuściła wzrok i zaczęła lekko machać głową. - Tak to wielka tragedia. Pani Honorata wyszła właśnie do sklepu, kiedy to się stało. Pan Sylwester miał zawał. Niestety kiedy pani Honorata wróciła, nic nie dało się zrobić. Od razu zadzwoniła po pogotowie, ale ono już tylko stwierdziło zgon.

- To rzeczywiście przykre...

- Ale - pani Helena widocznie poweselała - pani koty w ten dzień chyba wyczuwały co się święci. Chodziły niespokojne, a Amsterdam zrzucił pani piękną hoję z parapetu w dużym pokoju. Doniczka się cała roztrzaskała... Szkoda jej, taka ładna była... Nic to, poszłam więc do sklepu ogrodowego, pani wie tego na rogu...

W drzwiach za panią Heleną pojawił się mężczyzna o nieogolonej twarzy, ubrany w białą, poplamioną prawdopodobnie kilkoma ostatnimi posiłkami, bawełnianą podkoszulkę i będące świadkiem jeszcze większej ilości obiadów spodnie dresowe.

- Hela... - burknął, ale kiedy spostrzegł pannę Janinę, spróbował lekko zmienić ton na bardziej pogodny i powiedział: - O dzień dobry pani, nie wiedziałem, ze pani już wróciła... - ukłonił się teatralnie i chyba zamierzał pocałować pannę Janinę w rękę, ale ta szybko się usunęła i zaczęła nerwowo szukać kluczy.

Kiedy to zauważył, "przepysznie" ubrany jegomość przybrał zwyczajną, burkliwą tonację głosu i powiedział żonie, że już trzydzieści minut czeka, aż mu odgrzeje zupę...

Pani Helena szybko się pożegnała i schowała w swoim mieszkaniu; panna Janina odetchnęła z ulgą, kiedy mężczyzna zniknął z powrotem za drzwiami swojego mieszkania i weszła do własnego.

Był to zaiste niezwykły blok - wszyscy wszystkich znali i wszyscy o wszystkich mówili.

Cztery piętra wyżej pani Honorata szykowała potrawy na podwójną uroczystość - imieniny męża i przywitanie nowego... zupełnie nowego roku.

* * *


Pani Honorata zaczynała się coraz bardziej spieszyć. Do wielkiego odliczania zostało już tylko około sześć godzin. Wraz ze swoim mężem Sylwestrem, mieli tradycję, że składane są tylko jedne życzenia, wraz z odliczaniem, z przeskokiem daty, składali sobie pełne miłości życzenia noworoczne, a pani Honorata dodawała też zawsze coś miłego z okazji imienin męża. Miała też zawsze dla niego jakiś skromny podarek. I choć ona nie miała żadnego swojego święta w przeciągu najbliższych kilku miesięcy, zawsze dostawała coś również.

Teraz jednak zostawało jej coraz mniej czasu, a jeszcze wiele pracy przed nią! Chciała, żeby wszystko było tak jak zawsze... Bardzo tego chciała.

- Kochanie! - krzyknęła z kuchni. - Czy zechciałbyś skosztować bigosu? Myślę, że wyszedł mi w tym roku nadzwyczaj świetnie!

Krzątała się nadal przy garnkach i półmiskach. Zaczęła już powoli nakładać wędliny, przyozdabiać je różnorodną zieleniną.

- Ach! Wiedziałam, że będzie ci smakował - uśmiechnęła się.

Powoli kończyła przygotowania i zaczęła układać wszystko na dużym stole w głównym pokoju, swojego małego mieszkanka. Co chwilę zagadywała do męża, pytała o różne detale i zabawiała go miłymi anegdotkami, niby zasłyszanymi ostatnio od sąsiadów. Tak naprawdę słyszeć ich nie mogła, bo dopóki nie zaczęła robić zakupów na zabawę sylwestrową, nie wychodziła w ogóle z domu. A i wtedy, próbowała unikać sąsiadów, którzy w niezręczny sposób starali się jej poprawić humor. Trwało to prawie dwa tygodnie...

Wszystko było tak jak co roku, a przynajmniej było, na tyle, na ile pozwalała na to sytuacja...

- Już wszystko gotowe - odetchnęła z ulgą i zasiadła przy jednym z dwóch talerzy.

Nałożyła sobie sałatki z tuńczyka, wzięła kilka plasterków szynki Już Nie Takiej Jak Kiedyś i kromkę chleba. Zaczęła spożywać ten odświętny posiłek. W pewnym momencie zaczęła coś mówić, po czym przełknęła wszystko co miała w ustach i powiedziała.

- Dobrze, że zwróciłeś mi uwagę. Zawsze zapominam jak bardzo nie lubisz kiedy mówię z pełnymi ustami.

Kiedy zaspokoiła już pierwszy głód, włączyła telewizor.

- Wiesz, kochanie - powiedziała - w tym roku po raz pierwszy transmisja balu sylwestrowego będzie w telewizji na żywo. Te wszystkie sławy, rzeczywiście zebrały się tam, by świętować ten dzień z całą Polską - umilkła na chwilę. - Tak... Też uważam, że to wielkie wydarzenie.

W telewizji rzeczywiście zaczynał się już bal sylwestrowy. Pani Honorata wpatrywała się w te wszystkie bajecznie śliczne kreacje i dorównujące im pięknością kobiety. Patrzyła na niezwykle przystojnych mężczyzn w garniturach odpowiadających najnowszym modom. Nie mogła od tego oderwać oczu. Aż do momentu gdy puścili tę piosenkę. Tę jedyna najbliższą jej piosenkę.

- Och! To nasza piosenka! - wykrzyknęła uradowana. - Zatańczmy proszę... Wiem, kochanie, jak bardzo nie lubisz tańczyć, ale zrób to dla mnie - uśmiechnęła się zalotnie. - Wiedziałam, że się zgodzisz.

Pani Honorata wstała ze swojego miejsca i wyszła na niewielki skrawek wolnej przestrzeni, jaki pozostał w pokoju, po rozłożeniu stołu do niebotycznych rozmiarów. Przyjęła odpowiednią postawę i zaczęła tańczyć. Spokojnie, płynnie, dostojnie. Dorównywała umiejętnościami parom z ekranu, choć nie miała partnera, który mógłby ją poprowadzić. Stawiała kroki coraz mocniej, jakby właśnie przeszła do rozwinięcia i dążyła do wielkiego finału, który nastąpił, pięknym piruetem, w którym jej karotkowopomarańczowa suknia falowała i sprawiała wrażenie jakby się przelewała, niczym prawdziwy, aksamitny sok z owoców.

- Ach! Było cudownie ukochany - znów uśmiechnęła się promiennie. - Oby zagrali jeszcze raz tę melodię. Ależ kochanie, wiem, że ze mną zatańczysz. To tylko kwestia tego jak będę Cię przekonywała.

Północ zbliżała się wielkimi krokami. Już za piętnaście minut, cała, korzystające z gregoriańskiego kalendarza ludzkość miała na nowo przestawić się na pisanie nowego numeru roku.

Pani Honorata szybko przeszła do kuchni, wyjęła butelkę szampana i wróciła do pokoju. Z kredensu wyjęła dwa odpowiednie, długie i smukłe kieliszki, i postawiła to wszystko na stole. Czekała na odliczanie.

- W tym roku otworzę szampana jak księżniczka. Wiesz... Przeczytałam, że zasady dobrego wychowania mówią jasno, że korek należy trzymać nieruchomo; obracać zaś tylko butelką. Dziś i ja, poczuję się jak księżniczka.

Zaczęło się odliczanie. Standardowo - od dziesięciu. Pani Honorata spokojnie otworzyła szampana, rozlała go do dwóch kieliszków. Później z oboma udała się na balkon. Zaczynały wybuchać pierwsze fajerwerki. Niebo mieniło się różnymi barwami i wzorami. W telewizorze odliczanie dobiegało końca.

- Oto mój prezent dla ciebie, ukochany - szepnęła pani Honorata.

Kiedy cały tłum zebrany na szerokim planie w studiu telewizji krzyknął, że to już, w górę wzbiły się serpentyny, a z sufitu posypało konfetti, które błyszcząc wszystkimi możliwymi kolorami opadało powoli na wesoły tłum. Tłum się radował, ludzie chodzili z kieliszkami i składali życzenia swoim najbliższym. W tym całym radosnym zgiełku serpentyny i konfetti zdążyło już opaść na podłogę w studiu.

Pani Honorata zdążyła już spaść na trotuar. Obok niej dwa pełne szampana kieliszki roztrzaskały się w drobny mak.

* * *


Panna Janina siedziała w swoim mieszkaniu i oglądała tę samą transmisję. Popijała szampana w wygodnym fotelu otoczona przez swoje pięć kotów, chłepczących bezalkoholowe wino musujące dla dzieci, z miseczek ustawionych wokół jej nóg.

Przez moment zdawało się jej, że za oknem coś przeleciało... Szybko sobie wytłumaczyła, że to pewnie tylko gra świateł spowodowana przez fajerwerki.

Zaiste, dziwny był to blok. Wszyscy wszystkich znali, wszyscy o wszystkich mówili. Nie mieli przed sobą tajemnic - żyli jak w małej wsi. A jednocześnie... Nic nikogo nie obchodziło.

marshen

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij