ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Tulipany

21 Jul 2005 :: 4:51

Pielęgniarka sprawiła się nadspodziewanie szybko. Ledwie wczoraj poprosił by mu kupiła kilka drobiazgów na mieście, a już dzisiaj dostał duży, zielony brystol, parę sztywnych kartek czerwonego papieru, taśmę dwustronnie klejącą i nożyczki. Tak jak się spodziewał, nożyczki miały zaokrąglone końce. Ha! Jakby nie miał nic lepszego do roboty tylko podcinać sobie żyły nożyczkami! Jest może stary, ale to nie oznacza, że już mu tak śpieszno na tamten świat.

Wziął wszystkie przybory papiernicze dostarczone przez pielęgniarkę i usadowił się przy niewielkim biureczku w swoim pokoju, w domu starców, szumnie nazwanym "Pensjonatem spokojnego przekwitania". Cóż za idiotyczna nazwa?! Jakby chciał przekwitać to by się przecież do ogrodu botanicznego wybrał, a nie tutaj... Jednak nie miał teraz czasu na rozmyślania. Zabrał się do pracy. Rozwinął brystol i przez całą jego długość, bardzo uważając, przykleił dwa pasy taśmy klejącej. Biurko było zbyt małe, żeby pomieścić cały papier, więc musiał to robić kawałkami, co znacznie utrudniało sprawę. Kilka razy ręce mu zadrżały i już myślał, że wszystko zepsuje, jednak taśma szczęśliwie nie zetknęła się z drogocennym brystolem. Mruknął tylko do siebie "Już nie te lata... Zupełnie nie te".

Zaczęło mu się wszystko przypominać. To były jej dwudzieste urodziny. Przyniósł jej wtedy ogromnego, zrobionego z papieru tulipana (wiedział, że to jej ulubiony kwiat). Ucieszyła się bardzo. Obiecał jej, że teraz co roku będzie dostawać od niego podobny prezent, przez choćby najbliższe osiemdziesiąt lat. Zabawne, powiedział, że w jej dużym pokoju na pewno pomieści ich sporo, jakby myślał, że zamierza całe życie mieszkać z rodzicami. A ona się tylko roześmiała.

Niepostrzeżenie prace nad kwiatem dobiegały końca. Robił przecież to już tyle razy, że znał praktycznie na pamięć każdy ruch jaki musiał wykonać i każdy szczegół budowy kwiata. Było tak wiele, których jej nie dał. Często siadał wieczorami i zaczynał myśleć i tworzyć - próbował zrobić najpiękniejszego tulipana, jakiego widział człowiek! Używał różnych materiałów: szkła, gliny a nawet raz złota. Chociaż starczyło tylko na łodygę i niewielki listek, a kielich musiał zrobić z kryształu górskiego. Złoto i kryształ górski! Co on sobie w ogóle myślał.

Co roku wybierał któryś ze zrobionych wcześniej tulipanów i wręczał jej. A teraz? Kawałek taśmy klejącej, dwie kartki papieru, zupełnie jak ten pierwszy (no, oczywiście wtedy taśmy dwustronnie klejącej nie było). Jednak po niedawno przebytej chorobie nie mógł się długo samodzielnie poruszać, więc nawet nie próbował nic zrobić. Dopiero teraz udało mu się zebrać trochę sił.

Jest! Spojrzał na swoje dzieło - naprawdę, całkiem jak ten pierwszy. No niestety będzie musiał wystarczyć. Szybko się ubrał, zawiązał buty (z niemałym problemem), narzucił na siebie płaszcz i wyszedł.

- Nie wolno panu wychodzić! - krzyknęła za nim pielęgniarka

- A to podobno ja pani płacę za opiekę - odpowiedział spokojnie. - Wyjdę i pani doskonale o tym wie. Nawet jeżeli będzie mnie pani próbowała zatrzymywać, to się pani nie uda.

- Panie Wiesławie... - powiedziała z nutą melancholii w głosie. - Co roku ten sam scenariusz. A teraz jest pan do tego w takim stanie. Nie dość już tego?

- Czego dość? - wzburzył się mężczyzna i zamachał groźnie papierowym tulipanem. - Życia dość? Może powinienem już umrzeć według pani?

- Przecież tego nie powiedziałam. Ale powinien pan już dać sobie z tym spokój. W pana wieku powinien pan wypoczywać.

- Już ja sam będę decydował, co powinienem - wycedził i wyszedł głównymi drzwiami - Zresztą, mnie nie wolno jeszcze umrzeć - dodał do siebie.

Pielęgniarka nie starała się go zatrzymać. Doskonale wiedziała, że tak jak mówił, nie miało to żadnego sensu. Wiedziała też, że rzeczywiście to on opłacał pobyt. Co było dość niespotykane, bo to zazwyczaj rodzina chciała się pozbyć nestora rodu, którym trzeba się bez przerwy opiekować. On jednak nie miał żadnej rodziny. Widać tutaj było mu przyjemnie... A może tylko mniej źle?

Wiesław szedł szybko. Postanowił, że nie będzie korzystał z żadnego środka komunikacji, bo mógłby przez to uszkodzić drogocenny kwiat. Wspominał więc stare czasy, żeby sobie uprzyjemnić drogę. Nawet nie spostrzegł kiedy znalazł się u celu podróży. Usiadł na ławeczce, uśmiechnął się i powiedział łagodnie:

- Proszę, to dla Ciebie. W tym roku taki skromny, wiesz... Nie jest łatwo. Ręce już nie te i człowiek coraz gorzej widzi - westchnął i przez chwilę siedział w milczeniu, trąc ręką o rękę.

Znów myślał, znów wspominał. Już wiedział, że dziś, tak jak zwykle, nie zaśnie, lecz będzie się starał przypomnieć sobie wszystko... Absolutnie wszystko.

- Wiesz... - zaczął. - Zrobiłem takiego dużego tulipana, żebyś nawet go stamtąd, z góry widziała. - znów zamilkł na chwilę - Jeszcze... - kontynuował bardzo cicho - Jeszcze cztery tulipany i będę mógł do ciebie dołączyć, moja ukochana...

marshen

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij