ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Barman

26 May 2005 :: 13:07

- Zabiłeś już kogoś?
Stałem za barem ścierając po raz setny wypucowany już do połysku blat. Wolną ręką uzupełniałem kufel zrozpaczonego klienta. Jednego z wielu, których spotykałem w swojej pracy. Byłem barmanem. Wiecie... takim spowiednikiem, tylko że zamiast pokuty dawałem ukojenie duszy podając rozcieńczone trunki, czasem na koszt firmy. No i nie zbierałem na tacę.
Codziennie przysłuchiwałem się rozterkom i bólom zdradzonych mężów i żon, czy świeżo upieczonych bankrutów. Moje zajęcie polegało głównie na tym, by klienta zachęcić do jak najdłuższego dzielenia się swym problemem. Im dłużej siedział, tym więcej pił, co pozytywnie wpływało na stan kasy, pośrednio również mojej kieszeni. I właśnie dlatego zadałem pytanie zrozpaczonemu mężczyźnie (na oko dość młodemu, choć teraz znajdował się w okropnym stanie - głowa zwisała mu smutno nad kuflem rozcieńczonego piwa, oczy miał spuchnięte od łez, włosy w nieładzie, rysy twarzy zniekształcone od grymasów bólu i spazmów płaczu), by zachęcić go do dalszych wyżaleń.
Niemal niezauważalnie pokręcił głową zaprzeczając. Z jego lamentów zdołałem wywnioskować, że od kilku godzin jest wdowcem i, że - jeśli dobrze zrozumiałem - to jego ręka pozbawiła życia nieszczęsną kobietę.
Mężczyzna dochodził powoli do siebie. Nie szlochał już, nie dopadały go też nagłe ataki płaczu, które wcześniej chwytały za serce każdego, kto je widział. Zachęciłem go do spokojniego opowiedzenia wszystkiego od początku.
I dolałem mu browara na koszt firmy. I tak był chrzszczony.
- Pracuję u Teda. Mówiłem ci już?
Zaprzeczyłem.
- Cholera... no wiesz, tego właściciela tej dużej masarni "Dwugłowe bydło"?
- Yhym.
- Chciałem zrobić żonie prezent. Niespodziankę znaczy. Tak bez okazji w sumie. Tylko po to, by poczuła się doceniona. Kochałem ją. Naprawdę ją kochałem...
Miała cudowne zielone oczy, łagodny uśmiech, długie włosy... i ten przecudny malutki nosek. Miałem naprawdę farta, że ze mną była.
Wybłagałem szefa, żeby mnie wcześniej puścił do domu. Wstąpiłem do sklepu Boba w zachodniej dzielnicy, trzy przecznice stąd. Żona zawsze mówiła, że podobają jej się takie małe porcelanowe figurki ręcznej roboty, które tam mieli. Dorzuciłem do nich jej ulubione czekoladki. Takie nadziewane. Uwielbiała je.
A ja uwielbiałem patrzeć jak się nimi uśmiechnięta zajadała.
Byłem pod domem godzinę wcześniej niż zawsze.
Mieszkaliśmy w starej, powojennej kamienicy na trzecim piętrze. Schody skrzypiały pode mną. Specjalnie kładłem stopę na każdym stopniu. Wsłuchiwałem się w skrzypienie i układałem w głowie wiersz, który chciałem jej powiedzieć.
Lubiła moją twórczość. A ja lubiłem patrzeć jak się jej przysłuchuje.
Po kilku minutach byłem przed drzwiami swojego domu. Trzymałem w dłoni czekoladki oraz zapakowane figurki, a w głowie trzymałem gotowy wiersz.
Już nawet nie pamiętam jak brzmiał.
Zdałem sobie nagle sprawę, że choć już nie wspinam się po schodach, to wciąż słyszę skrzypienie. Skupiłem się, by je zlokalizować, ale nagle ustało. Być może to w głowie mi skrzypiało... tak sobie przynajmniej wówczas pomyślałem.
To nie były jednak urojenia. Otworzyłem drzwi i pierwsze co ujrzałem to broń na komodzie. Pistolet. Półautomatyczny. Jak się po chwili okazało - załadowany.
Z wrażenia upuściłem prezenty dla żony. Podniosłem broń.
I wtedy ujrzałem jego. Był przystojny, o ile mężczyzna może to ocenić. Miał znakomicie zbudowane ciało, wyrzeźbioną pierś, mięśnie brzucha, biceps.
Rozwaliłem jego łagodne rysy twarzy jedną kulą wystrzeloną z bliska. Strzeliłem instynktownie, jak drapieżnik, który gdy wyczuje wroga pokazuje kły, lub pazury. Jego boskie ciało spłynęło po zakrawawionej ścianie. Fragmenty mózgu stworzyły odrażającą mozaikę na niej.
Usłyszałem znów to skrzypnięcie. To było moje łóżko.
Z sypialni wyszła ona. W swojej nagości sprawiała wrażenie pięknego bożka. Była przerażona, ale nie krzyczała. Nawet nie błagała o litośc, gdy do niej wymierzyłem. Powiedziała tylko "przepraszam".
Nie wybaczyłem.
- Posłuchaj... - dolałem mu do kufla - jesteś zdesperowany, masz zszargane nerwy. Wydaje mi się, że ja mogę pomóc tobie, a ty przy okazji mi. Zaopiekowałbyś się... moją córką?
Mężczyzna podniósł na mnie swoje przekrwione oczy, ale nie odpowiedział.
- Odpocząłbyś, odciął od świata. Mam córkę, którą nachodzą jakieś zbiry, a od rana ich nie widziałem i mam złe przeczucia. Mam mały domek na wschodzie, tuż za miastem. Pomieszkałbyś tam z nią przez kilka dni. Może mięśniaki zdążą o niej zapomnieć, a policja znudzi się poszukiwaniem ciebie? A przynajmniej zdołasz sobie wszystko ułożyć w głowie i pomyśleć co dalej robić. Hę?
Mężczyzna, chyba nieco zdezorientowany, nie wiedział za bardzo co odpowiedzieć. W końcu pokiwał głową na znak zgody.
- Okej. Tu masz klucze. Widzisz tamtą dziewczynę za oknem... o macha nam teraz. Podejdź do niej i daj jej te klucze. Będzie wiedzieć o co chodzi.
Widziałęm jak odchodzą razem, kiedy kolejny załamany klient wykrzyczał zamówienie o "krótką serię". Obroty tego wieczora były wyśmienite.
*** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Kobiety... ta ich duma... skąd to się u diabła wzięło? Patrzcie na tą, o tutaj, po drugiej stronie ulicy. Wyprostowana jakby kij połknęła, wystrzałowe ciuchy, głowa zadarta do góry i spogląda na ludzi z góry. Ledwo dostały swoje prawa, a już chcą rządzić światem.
Zamówiłem kolejnego drinka. Siedziałem w rogu tej tandetnej knajpy, przy oknie, trochę w cieniu, skąd można było obserwować cały bar i ulicę samemu pozostając poza kręgiem zainteresowań. Do czasu.
Przysiadła się do mnie bez pytania, czy jakiejś zachęty. Była nawet ładna, smukła i zadbana. Była jednak prosta i... bez tej dumy, która tak mnie drażniła. Pewnie dlatego jej nie spławiłem.
- Postawisz drinka biednej kobiecie przystojniaku?
Podałem jej szklankę, którą dopiero co przyniosła kelnerka.
- Szybki jesteś. Dzięki. Wiesz... obserwuję cię tutaj od jakiegoś czasu. Znam większość facetów z tego miasteczka, ale ciebie widzę po raz pierwszy. W dodatku siedzisz tu od kilku godzin i nic nie robisz, tylko zamawiasz drinka za drinkiem. Kobieta?
- Nie. - Uśmiechnąłem się. Koniec dnia zapowiadał się ciekawszy niż jego początek. - Problemy... zawodowe.
- Może chciałbyś o tym porozmawiać... na przykład u mnie? Nie serwuję co prawda takich dobrych drinków jakie mają tutaj, ale też jest przytulnie.
Miała ładny uśmiech, ale nawet nie interesowało jej jak się nazywam. Zresztą... to nawet lepiej.
- Okej. Prowadź księżniczko.
Pół godziny później kochaliśmy się w jej domu. Gdy skończyliśmy przypomniałem sobie po co w ogóle poszedłem do baru.
- Znasz może taki mały opuszczony domek na wschodzie? Samotnie stoi tuż za miastem.
- Nie. Czemu pytasz?
- Jestem tutaj tak jakby na wakacjach. Odpoczywam po... ciężkiej imprezie, po której kilka osób życzy mi śmierci.
- Podniecające.
Uśmiechnęła się, a ja poczułem, że pewnie będę mówił w próżnię, ale nagle doznałem tej specyficznej potrzeby podzielenia się fragmentem swojej historii.
- Znalazłem ten domek i przenocowałem w nim. I tak był opuszczony. Posiedziałem tam jeszcze kilka dni, ale ostatniej nocy dorwało mnie pięciu oprychów we śnie. Byli kiepsko uzbrojeni, a w dodatku chyba nie wiedzieli z kim mają do czynienia.
- Zabiłeś ich?
- Spojrzałem na nią głaszcząc jej włosy. Nie zdradzała żadnych oznak strachu.
- Tak. Nie mieli żadnych szans, byli zaskoczeni bardziej niż ja. Tylko, że ja naprawdę nie lubię, gdy ktoś mnie nachodzi z bronią w ręku i chciałbym się dowiedzieć, czy to jedynie przypadek, czy ktoś ich na mnie nasłał. Chociaż kiedy mnie obudzili mówili coś o dziwce barmana. Nie wiem tylko, czy spodziewali się jej zamiast mnie, czy może miała być ona ich nagrodą.
- To dlatego byłeś w tej knajpie. Poczekaj... chyba wiem o kim mówili. Słyszałam dzisiaj w barze, że podobno jakieś mięśniaki nachodzą Lucy, starą dziewczynę barmana. Znaczy... nie jego dziewczynę, tylko taką na usługi.
- Wiedziałem, że ten dzień zakończy się lepiej niż zacznie. Pójdę się odlać i zaraz wrócimy do knajpy, okej?
- Okej.
Gdy skończyłem z potrzebą usłyszałem trzask spadających przedmiotów na podłogę dobiegający z przedpokoju. Stał tam nieznany mi facet. Był zdezorientowany i trzymał moją spluwę w dłoni.
Zadałem sobie wtedy krótkie pytanie. Dlaczego do cholery nie spytałem tej kobiety, czy ma męża?
*** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Kiedy Lucy w końcu dopasowała właściwy klucz do zamka w drzwiach od razu zabrała się do swojej roboty. Zaciągnęła za sobą mężczyznę i przykleiła do jego ust zrywając z niego koszulę. Była zaskoczona, kiedy mężczyzna brutalnie ją odepchnął.
- Ładna z ciebie córka, tfu.
- Co? Facet... kupiłeś numerek, czy nie? O co ci chodzi?
- Numerek? O czym ty mówisz?
Lucy złapała się za głowę zastanawiając się, co znowu stary pryk wymyślił. Nagle zauważyła, że podłoga przy drzwiach do sąsiedniego pokoju ma czerwonawy odcień. Otworzyła drzwi i wybałuszając oczy zaczęła panicznie krzyczeć na cały głos. W pokoju leżało pięć martwych ciał.
Po chwili drzwi wejściowe poddały się naporowi policji, która wtargnęła do domku.
Lucy oraz jej niedoszły klient zostali aresztowani pod zarzutem zabójstwa pięciu mężczyzn oraz zabójstwo pary kochanków znalezionych w mieszkaniu tego samego dnia.
Wszystkie ofiary łączyła jedna broń i odciski palców, które pasowały do aresztowanego mężczyzny.
*** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Byłem jedynie barmanem. Skromnym i uczciwym. A ta dziwka zaczynała psuć opinię o moim barze kręcąc się przy nim. Wynająłem kilku gości, żeby ją przegonili, ale nie chciałą się poddać. To wynająłem jej mój mały domek, w którym mogłaby przyjmować swoich klientów. Za uczciwą cenę.
Poleciłem tym gościom, żeby ją tam dobrze urządzili, ale coś poszło nie tak i ktoś ich załatwił.
Na szczęście zjawił się on i wszystko udało się wyprostować, a nawet poszło lepiej. Policja potrafi być wdzięczna dla informatorów, którzy podstawiają im takich morderców.
Ech... nalej mi jeszcze jednego.



dedicated for Fussia
special dedication for all mothers in mothers day

yanoo Ž production

yanoo

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij