ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Antysemityzm i Holocaust w eseistyce Henryka Grynberga. cz.2.

26 Apr 2005 :: 23:35

4. AMNEZJA KONTROLOWANA

Holocaust stanowił zupełnie nowe zjawisko, nieznane dotychczas ani w historii narodu żydowskiego, ani też w historii świata: "Zawsze próbowano mordować Żydów, ale nigdy jeszcze WSZYSTKICH Żydów. Na tym polega holo - caust i znaczenie jakie wskazuje wyraźnie sama morfologia tego wyrazu. Nie chodzi o liczby, rozmiary, lecz o WYMIARY, o zasięg, o jakość i rangę tej zbrodni." [18]

Według wiedzy przeciętnego Polaka podczas ostatniej wojny zginęło sześć milionów obywateli naszego kraju, czyli jedna piąta narodu. Zaryzykować można stwierdzenie, że, niestety, mało który przeciętny Polak zdaje sobie sprawę, iż połowa owych sześciu milionów to byli polscy Żydzi. Dziś już tylko specjaliści wiedzą, że istniala zasadnicza różnica pomiędzy obozami koncentracyjnymi a obozami zagłady. Treblinka, Bełżec, Chełmno, Sobibór - nie były obozami koncentracyjnymi, a tak są określane. Był takowym natomiast tzw. Oświęcim I, czyli "powszechnie znany" Auschwitz. Zapomina się jednak, że ponad osiemdziesiąt procent ofiar zginęło w obozie zagłady zlokalizowanym kilka kilometrów dalej w miejscu zwanym Brzezinką. Autor "Zwycięstwa" wyznaje: "Ja jestem poniekąd ocaleńcem z Treblinki, gdyż moim rodzicom udało się zbiec przed transportem i jako >>ocaleniec<< tego obozu, gdzie zgładzono prawie całą resztę mojej rodziny, jestem nieufny i podejrzewam, że o obozach zagłady tak łatwo i chętnie się zapomina, bo ich ofiarami byli prawie wyłącznie Żydzi." [19]

Grynberg wskazuje na zamęt w terminologii Holocaustu powodujący pomieszanie pojęć, co wykorzystywane jest (zwłaszcze przez antysemitów) do zupełnego wypaczania rzeczywistości. Tak własnie jest w przypadku obozów. Nieustannie kojarzy się ze słowem "Holocaust" obozy koncentracyjne, jakoby to tam dokonywała sie zbrodnia Holocaustu. Tymczasem - wszyscy, którzy tam zginęli, padli ofiarami głodu, chorób, pracy ponad siły, bicia i egzekucji. To w obozach zagłady, takich jak Brzezinka, dokonywał się bezmiar ludobójstwa, tysiące ludzi umierały bezimiennie, "bez twarzy, nawet bez pretekstu, jakim w Bloku XI był wyrok". [20] Na ogólną liczbę około pięciu milionów wymordowanych w obozach zagłady - dziewięćdziesiąt dziewięć procent stanowili Żydzi.

Takie pomieszanie faktów powoduje wypaczenie prawdy:"Jeśli Holocaust odbywał się w obozach koncentracyjnych, a więźniami tych obozów byli ludzie różnych ras, wyznań i narodowości, to znaczy, że ofiarą Holocaustu padły MILIONY LUDZI RÓŻNEJ NARODOWOŚCI A NIE TYLKO ŻYDZI [podkr.S.P.]. Kamuflaż ten jest zjawiskiem codziennym na różnych uroczystościach, w oficjalnych przemówieniach w środkach masowego przekazu, masowej propagandy, która pierze mózgi".[21]

Nie każdy Niemiec, Europejczyk czy chrześcijanin dobrze się czuje ze świadomością, że najpotworniejszej zbrodni w dziejach dokonano "w jego domu". Próbuje więc Niemiec, Europejczyk czy chrześcijanin mechanizmu obronnego, jakim jest banalizacja. Mówią wtedy:" Przecież ginęli wszyscy, nie tylko Żydzi!". Co ciekawe - chwytają się tego nie tylko chrześcijanie, ale i Żydzi: "U pierwszych jest to ucieczka od winy, u drugich od strachu". [22]

Upowszechnianie błędnych skojarzeń zarzuca Grynberg samemu Miłoszowi. Nie ustrzegł się noblista błędu w swoim sztokholmskim odczycie stwierdzając, że "czuje lęk, kiedy znaczenie tego wyrazu [Holocaust - przyp. S.P.] ulega stopniowo przekształceniu, tak że wyraz ten zaczyna należeć tylko do historii Żydów, tak jakby ofiarą zbrodni nie padały także miliony Polaków, Rosjan, Ukraińców i więźniów innych narodowości." [23] Błąd Miłosza polega na tym, że o ile więźniowie innych narodowości bez wątpienia padli ofiarą zbrodni, o tyle - nie była to zbrodnia Holocaustu. Termin ten określa wyłącznie planowaną zagładę narodu żydowskiego. Zbyt często się o tym "zapomina". Zresztą, nieporozumienie to ma swój początek jeszcze w procesie norymberskim, który, jeśli go nie wprowadził, to na pewno utwierdził. Zaliczono wtedy Holocaust do zbrodni wojennych i określono "ludobójstwem" oraz "zbrodnią przeciw ludzkości". Tymczasem nie był on zbrodnią wymierzoną przeciw ludzkości a wyłącznie przeciw Żydom. Określenie takowe odbierają mu żydowskość i unikalność. Nie był także Holocaust zbrodnią wojenną, bo nie miał nic wspólnego z prowadzeniem wojny. Przykładem zbrodni wojennej, czy też politycznej, jest mord katyński. Nie ma on jednak żadnego związku z Holocaustem.

Amerykańska pisarka Susan Sontag stwierdziła po wizycie w Oświęcimiu: "Można zwiedzić Oświęcim i nie dowiedzieć się, że większość ludzi, którzy tam zginęli, to byli Żydzi." [24] Jeśli dodamy do tego uwagi przewodników wycieczek, że zginęli tam "także Żydzi" otzymamy obraz skutków manipulacji faktami. Oświęcim stał się zdaniem Grynberga "międzynarodowymi targami męczeństwa", na których pozwolono postawić również i żydowski "pawilon", a i to dopiero w trzydzieci kilka lat po wojnie. Zniewaga to zarównowobec żywych, jak i umarłych.

Oprócz prób "przywłaszczania" sobie terminu "Holocaust" dochodzi także na wielką skalę do fałszowania prawdy o miejscach masowych rozstrzeliwań. Jako przykład niech posłuży słynny Babi Jar, najstraszliwsze bodaj miejsce egzekucji, gdzie zginęło dziewięćdziesiąt tysięcy Żydów. "Przypadek" Babiego Jaru sugestywnie opisuje autor: "Oprócz Żydów (...) rozstrzelano tam grupę marynarzy dnieprzańskiej floty rzecznej i kijowską drużynę piłkarską, która ośmieliła się wygrać mecz z reprezentacją niemieckiej armii. Rozstrzeliwano w Babim Jarze również ukraińskich nacjonalistów, Cyganów i ludzi schwytanych po godzinie policyjnej, aż zebrało się 100 000 ofiar, ale napis, jaki umieściły władze sowieckie: >> Tu, w latach 1941-43 niemieccy najeźdzcy faszystowscy usmiercili przeszło 100 000 mieszkańców Kijowa i jeńców wojennych<< jest zniewagą dla 90 000 zamordowanych, którzy nie byli jeńcami wojennymi, marynarzami, piłkarzami, ukraińskimi nacjonalistami ani nawet schwytanymi po godzinie policyjnej i których rozstrzeliwano wcale nie za to, że byli >>mieszkańcami Kijowa<<, lecz wyłącznie za to, że byli Żydami.[25] Podobnego fałszu dokonano np. w Augustowie. W 1941 roku rozstrzelano tam tysiąc pięciuset Żydów. Tymczasem kamień położony na miejscu kaźni informuje: "Obywatelom polskim, którzy zginęli z rąk wroga." A przecież byli to ludzie, których mało kto uważał za Polaków, kiedy jeszcze żyli...

W świadomości chrześcijańskiej Holocaust niewątpliwie wywołał silny wstrząs. Teolog Heinz Kremers podkreślił fakt, że "sześć milionów ludzi zostało wymordowanych przez spadkobierców chrześcijaństwa z tej tylko przyczyny, że byli Żydami" i przyznaje: "Holocaust wskazuje na kryzys naszej cywilizacji, naszej kultury, naszej polityki i naszej religii."[26] Znamienne są słowa Jana XXIII: "Przebacz nam ukrzyżowanie Ciebie po raz drugi w ich ciele!"[27]
Dla owych "spadkobierców chrześcijaństwa", o których mówił Kremers, jest to częstokroć prawda zbyt bolesna i wielu, patrząc jej w oczy, chciałoby prawdopodobnie uniknąć z nią konfrontacji. Próbują więc mówić o winie faszyzmu, totalitaryzmu, militaryzmu, rasizmu. Grynberg stanowczo odrzuca te "usprawiedliwienia": "(...) wszystkie te >>izmy<< istniały w takiej czy innej formie od wieków, a Holocaustu przedtem nie było. Mówiąc o Holocauście skupiono uwagę tylko na ostatnim ogniwie konkluzji, aby nie przyznać, że wywołał go chrześcijański antysemityzm, umożliwiła go dwudziestowieczna technologia i biurokracja, a rasizm, totalitaryzm i faszyzm - po prostu wykonał. Wykonawcą w takich okolicznościach mógł być także komunizm, sowietyzm, arabizm i dowolny fanatyzm."[28]


5. POWOJENNY ANTYSEMITYZM

Poczucie winy prowadzi do kompleksów, te zaś rodzą nową niechęć i ziarno pod nową nienawiść. Oto ogniwa procesu tłumaczącego narodziny powojennego antysemityzmu w Polsce. Intensywność jego przejawów doprowadziła w konsekwencji do wypadków marcowych 1968 roku.

Kontynuując rozważania o niebywałej sile oddziaływania mitów dotyczących Żydów - należy dodać jeszcze jeden, który głosi, że do roku 1956 władze w Polsce sprawowali Żydzi i z cała mocą prześladowali Polaków. Biorąc pod uwagę możliwość zaistnienia takiej sytuacji, w której ocalały Żyd szukał zemsty na Polakach winnych śmierci jego bliskich w okresie okupacji - generalizacja taka wydaje się być zbyt daleko idącym uproszczeniem. Owszem, pewną ilość wyższych stanowisk w aparacie UB zajmowali Żydzi lub "byli Żydzi". Nie dlatego jednak, że byli Żydami, ale z powodu swojej przynależności do przedwojennego ruchu komunistycznego. Ci z nich, którzy brali żywy udział w tworzeniu i umacnianiu reżimu, czynili to właśnie dlatego, że byli komunistami, a nie dlatego, że byli Żydami.[29] Zresztą, jak zauważa Grynberg: "(...) ogromna większość z nich nie uważała się za Żydów i Żydzi też nie uważali ich za swoich. Byli to wręcz przeciwnicy wszystkiego co prawdziwie żydowskie: judaizmu, tradycji religijnej, syjonizmu i tradycji narodowych."[30] Poza tym - po apokalipsie Żydów zostało zaledwie kilkadziesiąt tysięcy i tych, którzy zasilili szeregi UB nie mogło być więcej niż jeden lub dwa procent. Ów mit o szczególnej roli Żydów w budowaniu Polski Ludowej, a zwłaszcza przypisujący im wyjątkowy udział w tworzeniu terroru tamtych lat jest jak najbardziej wygodny dla tych spośród samych ubeków, którzy wywodzą się z przykładnych chrześcijańskich rodzin, a ręce mają czerwone od krwi. Przy okzaji pomija się także zasługi Żydów w w alce z okupantami: "Mit głosi, że reżim lat 1944-56 to byli Żydzi, a >>my<< Pplacy, to bitwa o Anglię i RAF, Anders i Monte Cassino, AK i warszawskie powstanie oraz katyń, choć po obu stronach byli zarówno Polacy, jak i Żydzi.[31] Nie brakło Żydów w kampanii wrześniowej, byli pod rozkazami Andersa, spoczywają pod Monte Cassino i w lasku katyńskim. O tych faktach się jednak nie wspomina i znów jak echo powraca pytanie: dlaczego?

Wydarzenia marcowe 1968 roku dowiodły niechęci władzy do obywateli pochodzenia żydowskiego. Wielu z nich, częstokroć ludzi wybitnych, musiało po raz kolejny uchodzić w atmosferze zagrożenia. Grynberg, który jeszcze jesienią 1967 roku podjął decyzje o pozostaniu na emigracji w Stanach Zjednoczonych, rozumiał powage sytuacji. Tak wspomina ostatnie miesiące przed Marcem: "(...) był to okres, kiedy w poczekalniach kin zamiast fotosów amantów i amantek filmowych wisiały dokumentalne zdjęcia Żydów rozstrzeliwanych w gruzach warszawskiego getta obok zdjęć żołnierzy izraelskich prowadzących arabskich jeńców z rękoma do góry lub do tyłu, że niby - na zasadzie asocjacji wizualnej - również na rozstrzelanie. Tego rodzaju propaganda przez asocjację, stosowana przez hitlerowców, komunistów i antysemitów ma wielką dla nich zaletę, że odbywa się bez słów, aby nie trzeba było tłumaczyć się z kłamstw. Zestawiono więc swastykę i gwiazdę Dawida - znaki na wieki ze sobą skojarzone przez największe nieszczęście narodu żydowskiego - aby zasugerować wizualnie, że żydowska gwiazda jest znakiem oprawcy, a nie ofiary.[32]

Obserwacje pisarza, czynione już z perspektywy emigranta, również nie napawają optymizmem. Nowe pokolenia ludzi na Zachodzie dają w prasie, radiu i telewizji wyraz swojemu pragnieniu uwolnienia się od kompleksu winy swych rodziców i dziadków, niestety, chciałyby także odzyskać dawne "prawo" swych przodków do niechęci wobec Żydów: "Jest to bardzo silna pobudka psychologiczna i na siłę szuka się okazji. Stąd ów wybuch histerii w czasie akcji izraelskich w Libanie, którą ośmielono się nazwać >>holocaustem<<, a nawet >>ukrzyżowaniem<<. >>Bejrut - warszawskie getto?<< - wypisywali domorośli publicyści na ścianach. Mój Boże, gdyby warszawskie getto miało tyle nowoczesnej broni co terrotyści w Bejrucie! I tyle tysięcy obrońców wyszkolonych wojskowo! I tylu mediatorów międzynarodowych, którzy aranżowali dostawy świeżych owoców kilka razy na tydzień! Tylu sprawozdawców prasowych i tyle telewizyjnych kamer!" [33]

Analiza zjawska antysemityzmu potwierdza, zdaniem Grynberga, słuszność tezy Aleksandra Hertza, że "kwestia żydowska" w Polsce bynajmniej nie była żydowska, że problemem nie byli Żydzi, lecz antysemici. To oni są przyczyną antysemityzmu - nie Żydzi. Psychologia wyjaśniła dlaczego antysemityzm niezbędny jest jego "wyznawcom"- pozwala przypisywać innym własne ujemne cechy[34], obwiniać ich za swe niepowodzenia, wyładowywać swe frustracje. Korzystają z tej "terapii" zarówno jednostki, jak i rządy czy całe systemy polityczno - społeczne.

6. STRAŻNIK WIELKIEGO CMENTARZA

Zdaniem autora oprócz prześladowań, pogromów oraz Holocaustu szczególnie niebezpieczny stał się proces wymazywania pamięci o Żydach. Przeciwdziałanie temu procesowi uczynił Grynberg nadrzędną misją swego pisarstwa i kolejne tomy jego prozy poświęcone są tematyce żydowskiej. Przeżycia pisarza i jego rodziny są dla niego tworzywem literackim, ale zyskują one wymiar uniwersalny, składający się na zbiorowy portret narodu żydowskiego w okresie Holocaustu i w latach następnych. Sam Autor, w eseju "Życie jako dezintegracja" określaswoją inspirację słowami Oriany Fallaci jako "sprawianie, aby zmarli stali się mniej zmarłymi", zaś samą twórczość porównuje do ekshumacji największego cmentarza. "Zostałem pisarzem zmarłych, bo żywi mieli dość własnych pisarzy. Zostałem strażnikiem wielkiego cmentarza. Grobów, których nie ma poza naszą pamięcią. Czuwam, aby ich nie bezczeszczono i nie mogę narzekać na brak roboty. Zdaje mi się, że po to żyję, a czasem nawet, że dlatego.[35] Swoje miejsce w literaturze polskiej określa Grynberg jako puste, a co gorsza - pustoszejące. Wypełnia je Rudnicki, Wygodzki, kilka książek Brandysa, Buczkowskiego, Wojdowskiego, jedno opowiadanie Andrzejewskiego i świadectwo Nałkowskiej. W przypadku Grynberga potrzeba dania świadectwa współistnieje z koniecznością obrony pamięci ofiar oraz lękiem, że świat zapomina z wolna o tym, co się wydarzyło, a nawet - woli o tym nie pamiętać.[36] "Pamięć jest sekretem odkupienia" - powiedział niegdyś twórca chasydyzmu Baal Szem Tow. Zdanie to położone jest jako motto przed jednym z opowiadań Grynberga, ale własćiwie mogłoby byc mottem całej jego twórczości. Oprócz zadośćuczynienia ofiarom, chodzi Autorowi także o odkupienie nas samych, świadków, a to może się dokonać tylko poprzez pamięć i współczucie.

Dwa elementy stale obecne w pisarstwie Grynberga to "obsesyjny temat" oraz autobiografizm. Józef Wróbel, badacz tematyki żydowskiej w literaturze polskiej, nazywa Go ostatnim pisarzem polsko-żydowskim, który podejmuje temat żydowskiej martyrologii wpisanej jeszcze w jego własną biografię.[37] To właśnie fakt ocalenia daje mu prawo do zabierania głosu w imieniu zgładzonych. Przy całej swej wierności faktom proza Grynberga stanowi totalne, egzystencjalne, wychodzące poza wszelkie polityczne uwarunkowania oskarżenie świata o zbrodnię, oskarżenie płynące od jednej z ofiar, a więc histeryczne, zaślepione rozpaczą, czy wręcz usprawiedliwioną nienawiścią. To bezkompromisowe stanowisko Grynberga uzasadnia Jan Józef Lipski: "Otóż jednym z problemów Holocaustu (...) są niezatarte ślady w pamięci tych, którzy przeżyli. (...) Nikt, kto przeżył, nie mogł pozostać nietknięty w swojej psychice. Groza, strach, lęk, fobie i podejrzliwość tamtych dni musiały pozostawić ślad. Narrator - Żyd, u którego nie zauważyłbym śladów tego rodzaju deformacji - byłby dla mnie narratorem mało wiarygodnym. Postulatem artystycznym - postulatem tego, co nazywa się prawdą, a czasami prawdopodobieństwem psychologicznym - jest narrator, którego nie stać na beznamiętny obiektywizm. (...) I to jest prawdą psychologiczną, jeśli człowiek, Żyd co dzień zagrożony (...) - ocenia swe zagrożenia w sposób, który obiektywnie rzec biorąc może być niesprawiedliwy."[38]

Obciążony "pełnomocnictwem" pisze więc Grynberg "jedną i tę samą książkę". Przeżycia własne, swoich bliskich oraz milionów rodaków, a także głęboka analiza judeofobii i Holocaustu, doprowadziły pisarza do przerażającego, lapidarnego wniosku, będącego parafrazą motta słynnych "Medalionów" - "Ludzie Żydom zgotowali ten los..."


PRZYPISY:

[18] H. Grynberg, Ludzie Żydom zgotowali ten los, [w:] tegoż: Prawda nieartysyczna, Czeladź 1990,s.80.

[19] Ibidem, s.75.

[20] Ibidem, s.71.

[21] Ibidem.

[22] Ibidem.

[23] Ibidem, s.79.

[24] Ibidem, s. 71-72.

[25] Ibidem, s.76.

[26] Ibidem, s.70.

[27] Ibidem, s.69.

[28] Ibidem, s.70.

[29] Liczebność Żydów wśród przedstawicieli nowej władzy tak komentuje Artur Sandauer: "Za faworyzowaniem ich przemawiają aż trzy względy: 1) nader duzy procent Żydów w przedwojennej KPP; 2) fajt, że w czasie wojny większość ich szukała schronienia w Związku Radzieckim, skąd teraz powracali w glorii oficerskich mundurów; 3) to, że - mniej podejrzani o konszachty z rządem londyńskim - cieszyli się eo ipso większym zaufaniem." A.Sandauer, O sutyacji polskiego pisarza pochodzenia żydowskiego w XX wieku (Rzecz, którą nie ja powinienem napisać...), Warszawa 1982,s.62.

[30] H.Grynberg, Życie jako dezintegracja, [w:] tegoż: Prawda nieartystyczna, Czeladź 1990, s.22.

[31] Ibidem.

[32] H.Grynberg, Ludzie Żydom zgotowali ten los, [w:] tegoż: Prawda nieartystyczna, Czeladź 1990, s.86.

[33] Ibidem,s.86-87.

[34] Psychologia amerykańska nazywa to "projecting", czyli "rzutowanie".

[35] H.Grynberg, Obsesyjny temat, [w:] tegoż: Prawda nieartystyczna, Czeladź 1990,s. 131.

[36] Ciekawy pogląd w tej kwestii prezentuje Marek Zaleski: "Mniej więcej w latach sześćdziesiatych nasza >>historyczna<< wiedza na temat tamtej zagłady stała się niemal kompletna. Przybywały (z rzadka) nowe świadectwa i (coraz liczniejsze) opracowania, ale w gruncie rzeczy niewiele wnosiły nowego i nie zmieniały obrazu całości. W mniej lub bardziej naturalny sposób działać zaczęły mechanizmy zapominania i selekcji [Grynberg analizuje te "mniej naturalne sposoby" - przyp. S.P.] Z jednej strony masowość tej śmierci sprawiała, że zbiorowa wiedza na ten temat stawała się coraz bardziej abstrakcyjna, z drugiej zaś ta tragiczna przygoda ludzkości zyskiwała niepokojąco partykularne aspekty, stając się historią Polaków, Żydów, Rosjan, Niemców, etc. Specyfikacje i podziały stawały się coraz bardziej szczegółowe, zamazywał się obraz całości." M.Zaleski, Głosy z domu umarłych, "Przegląd Powszechny" 1986, nr 6,s.361-362.

[37] J.Wróbel, Henryka Grynberga rozrachunki z Polską, [w:] tegoż: Tematy żydowskie w prozie polskiej 1939-1987, Kraków 1991, s.128. Z opinią tą polemizuje A.Zyga w swojej recenzji tej książki zamieszczonej w "Ruchu Literackim" 1993, nr 4, s.493.

[38] J.J.Lipski, Ojczyzna Antygony, [w:] pr.zb. Literatura źle obecna (rekonesans), Londyn 1984, s.192.

simon

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij