ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

"The Silent Force" WITHIN TEMPTATION. W gotyckiej krainie.

24 Apr 2005 :: 17:20

WITHIN TEMPTATION - "THE SILENT FORCE"

1.Intro
2.See Who I Am
3.Jillian
4.Stand My Ground
5.Pale
6.Forsaken
7.Angels
8.Memories
9.Aquarius
10.It`s The Fear
11.Somewhere

Sharon Den Adel - voc.
Rudolf Adrianus Joile - git.
Robert Westerholt - git.
Jeroen Van Veen - bass
Stephen Van Haestregt - drums
Martinus Spierenburg - keyb.


Jedna babka. Dwóch łysoli, dwóch krótko ściętych, jeden zarośnięty. Ona podśpiewuje, tamci szarpią druciki różnej grubości, pukają w bębenki i wciskają klawisze. Tak można by przedstawić tę grupę. Można jednak zrobić to inaczej. Na przykład: Sharon - wspaniała wokalistka, o niewątpliwej urodzie i możliwościach artykulacyjnych, wybitni muzycy, wirtuozi swych instrumentów - do tego zdolni kompozytorzy.

O nowym albumie WITHIN TEMPTATION da się wygłosić równie skrajne opinie. Można, na przykład, orzec, iż to płyta nudna, jednostajna, monotonna, pełna płaczliwych dźwięków, kobiecego sentymentalizmu czy niemęskiego romantyzmu. Zgodnie z zasadą kija o dwóch końcach - można "The Silent Force" odebrać inaczej.

Śledziłem dokonania tej holenderskiej grupy od początku. I prawdę rzekłszy - nie byłem szczególnie zachwycony... Owszem - z płyty na płytę szło im coraz lepiej, coraz mniej ściągali z LACRIMOSY i NIGHTWISH, coraz więcej proponowali "od siebie". Ale ciągle brakowało mi tego "czegoś" - tajemniczego, nieokreślonego, co wywołałoby na moim grzbiecie owe dreszcze, które zawsze, niezawodnie, dają mi znak: "Uwaga, stary! Masz do czynienia z dziełem wybitnym!". Jak rzekłem - w przypadku dotychczasowych wydawnictw Holendrów takich dreszczy nie miewałem, choć słuchało mi się wyśmienicie.

Tym bardziej czekałem na kolejną odsłonę WITHIN TEMPTATION. Doczekawszy się wreszcie - mogę już stwierdzić, że znalazłem w niej to "coś", czego na poprzednich płytach mi zabrakło. To "coś" niezmiennie pozostaje nieokreślone, tym niemniej - jest wyraźnie wyczuwalne: moje dreszcze nie zawodzą. A przeszyły mnie one już na samym początku. "The Silent Force" serwuje bowiem intro, jakiego dawnom nie spotkał wędrując po gotyckich krainach. Jako dość wybredny miłośnik introdukcji przyznam, że wstęp do "The Silent Force" dosłownie zmiótł mnie z fotela. Monumentalny, orkiestrowy, chóralny... cios w szczękę. Potem człowiek tylko opędza się przed razami - jeśli trzymać się tej niewyszukanej metafory.

Mamy na tej płycie w zasadzie cały repertuar emocji, jakie muzyka może (i powinna) wzbudzać w słuchaczu: jest i ostry kop, czad i potęga, jest zaduma i refleksja, jest i spokój, wyciszenie, może i smutek. Głos Sharon i instrumenty muzyków nadają tej płycie wspaniały klimat - bo to on chyba jest największym atutem "The Silent Force". Hipnotyzujący, delikatny, kobiecy głos, przecudnej urody linie melodyczne poprowadzone przy akompaniamencie nienachalnych gitar i subtelnych klawiszy. Wspomniany wcześniej kobiecy sentymentalizm, czy wręcz romantyzm tej płyty, jest niewątpliwą zasługą Sharon. To ona wszak - tak naprawdę - decyduje o ładunku emocjonalnym tego albumu. A jako wokalistka - świetnie radzi sobie w ostrzejszych, drapieżnych kawałkach, jak i w tych balladowych, lirycznych, rzewnych. I kiedy najdzie mnie ochota na balladowe, liryczne, rzewne utwory, podane w gotyckiej oprawie - będe sięgał po "The Silent Force" WITHIN TEMPTATION.
Smakoszom brutalnych wyziewów spod znaku Vaderów, Morbidangelów, czy innych Behemotów z całego serca odradzam kontakt z tą płytą. Grozi im niestrawnością. wink

simon

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij