ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Słów kilka o mojej podróży

06 Apr 2005 :: 23:33

Jeśli chodzi o wrocławskie autobusy, to zawsze dzielę je na dwie kategorie: stare wehikuły, w których w lecie najbardziej śmierdzi oraz nowe pojazdy, w których aż przyjemnie się siedzi pędząc miastowymi ulicami. Jakoś tak się składa, że ostatnio przybyło nam więcej tych okazałych, dorodnych i pięknych, z żółtymi kasownikami.
Moja wielka podróż zaczyna się na przystanku znajdującym się zazwyczaj między dwoma, konkurującymi ze sobą w sprzedaży biletów i innych towarów kioskami. Patrząc na cyferki, dokładniej na rozkład jazdy, przenikają przeze mnie dźwięki. Za każdym razem, gdy udaję się w teren na dłuższy czas, wybieram różnorodny repertuar muzyczny Nikt nie wie, co przeżywam. Nikt nie ma pojęcia, że za pazuchą kryję bezcenny, przenośny odtwarzacz muzyczny. Tylko uszy mam jakieś takie pozapychane, dlatego w ostateczności moje mamrotania, rytmiczne gestykulacje i przytupywania nogą ujawniają wielką tajemnicę. I autobus w końcu nadjeżdża, a ja nie słysząc rzeczywistych głosów stąpam niepewnie wsiadając do środka. Tutaj jestem otoczona z prawie każdej strony przez różnokształtne istoty i lubię wykorzystywać swój wzrok.
Na przykład patrzę na ludzi z perspektywy utworu „Special Cases”. Szczególnie wieczorem. Wtedy oni nagle stają się mistyczni. Te roztargnione panie, które wracają do domu po pracy, płyną w tym autobusie. Nawet unoszą się ponad nim i skupiają na mnie wzrok. Mam wrażenie, że wszystkie zaraz podejdą, żeby wykrzyczeć do mnie swoje życiowe żale. Młodych obserwuję podczas kawałków takich jak „Oprócz błękitnego nieba”, „Twoja generacja”, „Wieża radości, wieża samotności”. Wydają się ostrzy, doprawieni i zdecydowani. Wiedzą, czego chcą w życiu i w moim mniemaniu nie są tandetni. Czuję wtedy błogość. Błogość swojego wieku. Widzę siebie ze słomką w ustach, leżącą gdzieś pomiędzy jedną chmurą, a drugą. Kiedyś zastanawiałam się, do jakich kategorii obserwacji dopasować „Wish you were here”, „Walking In Memphis”, „For my lover” i „November rain”. I wreszcie umiejscowiłam, do kategorii tak zwanych “szybowych”. To znaczy, że słucham ich, kiedy patrzę w autobusie przez szybę. I w ogóle nie interesuje mnie wnętrze autobusu, jego opływowe kształty i zawartość. Jadę i jednocześnie oglądam świat zewnętrzny, który wówczas jest dla mnie niedostępny i nieosiągalny. Ulica się przeciąga, mijam drzewo, budynek, pana z psem, stację benzynową, dzieci z plecakami, ludzi, ludzi i jeszcze raz ludzi. I miesza się to z moimi myślami, tworzę sobie obrazy, dopada mnie radość, potem melancholia i raz zastanawiają mnie postacie, raz moje własne sprawy.
Pod koniec podróży włączam „Breathe”, „Mindfields”, „Clubbed to death” i jestem maszyną. Stalowym robotem. Czekam tylko na swój przystanek i automatycznym krokiem wysiadam z wehikułu. Dążę do celu szybko i bezwzględnie wyobrażając sobie, że mam władzę i stosuję politykę makiawelistyczną. Staję się egoistką, a dźwięki sprawiają, że mogłabym zgnieść każdą napotkaną osobę.
I muzyczna podróż też się kończy. Jest cicho, pusto i za normalnie. Dlaczego nie słyszę muzyki w szuraniu butów i w odgłosach wydobywających się z samochodów- nie wiem. Chciałabym być jak bohaterka filmu „Tańcząc w ciemnościach”. Potrafić sobie wszędzie wyobrazić i wszędzie słyszeć muzykę. A wystarczy rozładowana bateria i tyle obiektów staje się banalnych, bez wyrazu, bezdźwięcznych i niewidocznych. Wtedy ludzi już nie dostrzegam…

jasmina

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij