ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

O znanym i nietypowym szpitalu- reportaż

17 Feb 2005 :: 0:41

Na szkolnym korytarzu słychać jak ktoś krzyczy do niekonwencjonalnie zachowującego się kumpla: - Ty czubku! Z Kraszewskiego się tu dostałeś?
Z kolei, na lekcji religii ksiądz chcąc wykazać się dowcipem, aby zyskać zaufanie uczniów, łączy fakty religijno-historyczne ze znanym szpitalem: - Na Kraszewskiego powinni cię wysłać, tam wielu uważa się za Napoleonów czy Matkę Teresę! – I rozlega się śmiech w klasie. W moim liceum nr X owe sentencje nieraz są używane. I nie tylko w liceum. Właściwie wielu mieszkańców wrocławskich Karłowic mogłoby być autorami nowych związków frazeologicznych: „być jak z Kraszewskiego”, czy też „Kraszewskiego się kłania”. Dziwne zachowania, bulwersujące śmiechy, piskliwe okrzyki- to wszystko kojarzy się ze Specjalistycznym Zespołem Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej znajdującym się na ul. Wybrzeża Józefa Conrada Korzeniowskiego 18.
Zaraz za mostem Osobowickim skręcam w prawo. Idę mało ruchliwą ulicą i docieram do głównego wjazdu na teren ośrodka psychiatrycznego. Pan portier z napisem „Serwis” na plecach nie wie nic o historii szpitala. Jest to dosyć niski, szczupły i sympatyczny człowiek, a głowę pokrytą ma siwizną. Mówi, że pracuje tu dopiero od dwóch tygodni. Jego kolega, pan sprzątający liście uważa, że aby dowiedzieć się czegoś o historii placówki, trzeba by było kogoś z ziemi wykopać. - Niemców! - Odpiera pan portier. Jego syn czytał kiedyś o tym szpitalu w jakiejś książce, ale nie pamięta, w jakiej. I nie pamięta też czy już ją wyrzucił, czy nie. Ostatecznie wpuszcza mnie przez bramę żebym radziła sobie sama.
Wojewódzka Przychodnia Uzależnień- widnieje napis wejściowy. Na drzwiach wisi także informacja o działalności kafejki internetowej na terenie szpitala, w klubie „Curatus”. Wchodzę do środka i mijam kineryterapię, choreoterapię, arteterapię i biblioterapię. Zatrzymuję się przy ostatniej, w której mieści się biblioteka. Niestety, jest ona zamknięta, ale nagle zjawia się niska kobieta. Pytam, czy może ona jest odpowiedzialna za bibliotekę. Okazuje się, że to praktykantka. Prowadzi warsztaty z osobami uzależnionymi. Rozmawiamy o tym, czy alkoholicy są otwarci, czy chcą opowiadać o swoich problemach. Praktykantka ma małe doświadczenie we współpracy z nimi, ale wie, że alkoholicy potrafią być czasem aż za bardzo otwarci. Za chwilę zjawiają się koło nas trzy inne kobiety, jedna z nich, ruda z rozpuszczonymi, zniszczonymi włosami przyznaje od razu, że przyszła tu na terapię. Sądzi, że nie ma żadnych książek i akt historycznych szpitala, bo wszystko zalała powódź. Opowiada mi o swojej córce, która studiuje dziennikarstwo. - Wybrała pani trudny temat, nikt nie chce rozmawiać o problemach z psychiką, a był u nas Gonera niedawno i od razu cały Wrocław trąbił o tym, że jest na Kraszewskiego – opowiada żywo gestykulując. - Tak wybrałam trudny temat, ale… - nie dokończyłam, bo ruda pani odwróciła się do lekarki, która właśnie przyszła. Pomyślałam, że może ją spytam, gdzie mogę znaleźć jakieś informacje. Ale od niej też się niczego nie dowiaduję. Widać, że bardzo się spieszy.
Do głównego budynku szpitala- ogromnego, otoczonego grubym murem dostać się można wejściem od Korzeniowskiego i Kraszewskiego- stąd znane określenia. Natomiast oddział siódmy Specjalistycznego Zespołu Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej to osobny niewielki, poniemiecki budynek umiejscowiony obok. Leczą się tu kobiety, najczęściej z chorobą depresyjną. Kiedy wchodzę na oddział, zwracam się z prośbą do pielęgniarki, żeby wskazała mi gabinet psychiatry. Pielęgniarka przypomina oddziałową siostrę Ratched z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Jest oschła, gładka i ma duże piersi. Pokazuje mi gabinet, ale muszę poczekać. Pytam się pewnej zadbanej, starszej kobiety czy wie może, kiedy powstał szpital. Kobieta nie wie, ale mówi mi, że boi się o swoje rajstopy. Bo ma bzika na punkcie rajstop. I pokazuje, że ją coś ugryzło. Patrzę w górę na drzwiach napis: „Sala chorych.” Tak to pacjentka. Uzmysłowiła mi, że stoję obok świetlicy, a na górze są pokoje. Po schodach schodzą i wchodzą kobiety- także pacjentki, ale nie wyglądają już na zadbane, jak poprzedniczka. Wyglądają na zmęczone. Na drzwiach świetlicy wywieszone jest także ogłoszenie: „Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, w programie: wystawa plastyczna „Nasi przyjaciele”, konkurs plastyczny, spartakiada, turniej tenisa stołowego, siatkówka.”
Wchodzę do gabinetu psychiatry, doktor Barbary Łuszpyńskiej. Obrazy na ścianach w jej gabinecie namalowane są przez pacjentów- schizofreników. Pani Barbara mówi, że choroba psychiczna nie jest związana z upośledzeniem umysłowym. Często ludzie o bardzo wysokim ilorazie inteligencji dotknięci są schizofrenią. Pomyślałam, że to tak jak w przypadku filmowego Johna Nasha, którego grał Russel Crowe w „Pięknym umyśle”. Był on przecież genialnym matematykiem mającym urojenia. Schizofrenicy z „Kraszewskiego” nie tylko malują, wystawiają także sztuki teatralne między innymi „Don Kichota”. I wkładają w to całe swoje serce. Pani Barbara wyjaśnia mi jak dzielą się szpitalne oddziały: siedem stacjonarnych, odwykowe, tak zwany detox i oddziały dzienne na Gdańskiej. Szpital leczy uzależnienia narkotykowe, alkoholowe, depresje i cięższe choroby psychiczne takie jak schizofrenia.
Ciekawi mnie, czy często zdarzają się ataki pacjentów na funkcjonariuszy służby zdrowia, na co pani psychiatra odpowiada, że owszem zdarzają się, ale jest to jej zdaniem niedouczenie ze strony personelu i nieraz niewłaściwe podejście. Ale z drugiej strony pielęgniarki, które zarabiają marny grosz i jeszcze mają dostać za to po głowie, to naprawdę nieciekawa sprawa. Pytam: - Czy w porównaniu do lat wcześniejszych teraz więcej osób trafia z depresją do szpitala? W świecie jest taki bałagan... - Tak, coraz więcej jest przypadków depresji. Ludzie biorą udział w wyścigu szczurów, szczególnie w szkole, gdzie nie mają czasu na swoje dodatkowe zajęcia, bo muszą ciągle się uczyć. Dotyka to najczęściej osoby bardzo ambitne i zapracowane – odpowiada pani Barbara z nutką smutku w głosie. W czasie rozmowy wchodzi do środka zadbana pacjentka, z którą rozmawiałam wcześniej. Chce wyjść na chwilę do miasta po krem i pyta o zgodę. Otrzymuje ją. Pacjenci z tego oddziału powinni wychodzić na przepustki. Jest to pewnego rodzaju test, który określa czy nadają się już do normalnego funkcjonowania. Po braniu dużej ilości leków psychotropowych zawsze się polepsza, ale oprócz tego trzeba przecież próbować żyć i angażować się w życie. Terapia pacjentek z oddziału siódmego odbywa się indywidualnie i grupowo. Jednak na zajęciach grupowych nie są one do końca otwarte. Nie lubią rozmawiać o swojej chorobie. I czasem lepsze jest dla nich przebywanie w samotności. Bo kiedy jednej szumi w głowie i boli brzuch, to druga słysząc te narzekania na dolegliwości za dwa dni ma to samo.
Oprócz pracowni plastycznej, kafejki internetowej, biblioteki, w głównym budynku znajduje się nawet małe kino. Ostatnio grane filmy to „Schmidt” z Jackiem Nicholsonem i „Poznaj mojego tatę” z Robertem de Niro. Szpital nie zapewnia pacjentom piżam, kapci, ręczników, bielizny osobistej, mydła, szamponu, papieru toaletowego, szczoteczek, ale zapewnia za to rozrywkę, warsztaty i dodatkowe zajęcia.
Nie widzę w szpitalu bohaterów z „Lotu nad kukułczym gniazdem”: sanitariuszy w białych uniformach, McMurphy’ego ani Wodza. Nie widzę też Iwana Bezdomnego, postaci z „Mistrza i Małgorzaty”, który zwariował, kiedy ujrzał czary Wolanda i jego świty. Widzę za to normalnych i nienormalnych ludzi – po prostu. Lekarze załatwiają papierkowe sprawy i biegają do chorych, portier otwiera i zamyka bramę dla samochodów, sprzątaczka myje podłogi w pokoju arteterapii, a chorzy leczą się z chorób tego świata. Pacjentom tutejszego szpitala trzeba poświęcić więcej indywidualnej uwagi niż pacjentom z innych, „typowych” szpitali. Może dlatego mam wrażenie, że właśnie w tym miejscu służba zdrowia naprawdę nie zawodzi.

jasmina

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij