ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Z cyklu: Jestem blądynkom, moim hobby jest solarium "would you go to bed with me?"

02 Feb 2005 :: 2:47

W tytule akurat figuruje cytat z dobrej pomysłowej (choć w tekście monotonnej - celowo!) piosenki z klimatem jazzującym czyli Touch and Go - Would you..?, swoją drogą szalejąca trąbka w tym utworze wprawia w entuzjastyczny klimat bez dwóch zdań, ale ja tu NIE O TYM :). Otóż fala fantomów blond-popu zalewa rynek muzyczny!

Klony opanowują rozgłośnie (na szczęście puszczają je tylko w TV i w radiu bo ludzie po domach nie wyobrażam sobie że tego słuchają) i pomimo iż ten rynek opanowują drastycznie, to myslę że wbrew pozorom to pomyślnie pomyślnie, ale najpierw o tym - KOGO MAM NA MYŚLI?

Na początek weźmy się za panią Jessice Simpson - o której pałam chęcią napisania od pewnego rozdania VMA nagród (MTV VideoMusicAwards). Otóż gdy ją wówczas oglądałam "na żywo" (Live in TV rzecz jasna :)) to wywarła na mnie niezapomniane wrażenie gdyż - ona śpiewa jakby żuła gumową nogę sztucznego dinozaura. Kobieta tak zarzuca szczęką, gdy śpiewa, że aż dziw człowieka bierze, bo to prawie jak bóbr jedzący dla rozrywki gotowaną kukurydzę. Śpiewała akurat na dodatek covery dwa i na szczęście słuch kobieta chociaż ma, bo jak schodziła z linii melodycznej i drastycznie jechała po sąsiednich tonacjach, to chociaż pokrzykiwała do publiki "Make some noise" czyli w domyśle = "pokrzyczcie i popiszczcie trochę, może wam umknie moje stękanie przez pół piosenki". Odnośnie tej pani to jeszcze zatrważający jest fakt, że potrafi zrobić kompletną popelinę ze starych klasyków, a robić popelinę z klasycznej popeliny to jak zamknąć sąsiada w mikrofalówce - albo pałasz chęcią mordu albo umierasz ze śmiechu lub z żałości (bo po cholere wciskałeś sąsiada do mikrofalówki?!).

Jakkolwiek był okres że pani Simpson było wszędzie pełno i ponoć nawet stała sie pupilką Ameryki. Jakkolwiek jest blond i śpiewa o wszystkim na jedno kopyto. Prócz tej pani napaść nas może jeszcze cała zgraja blondyn bez głosu bez słuchu, których miłość do muzyki przejawia się w perspektywie popularności na skalę Madonny i możliwości ubrania skąpych wdzianek by po-bounce`ować z rapujacymi (przeważnie) murzynami na tle drogich samochodów. Wygląd na jedno kopyto, tekst na jedno kopyto i muzyka na jedno kopyto + zwrotka refren zwrotka refren refren refren i dowidzenia.
Jednak tu wcale nie chodzi o kolor włosów, bo otóż mamy taką Joss Stone - młoda z silnym głosem fakt faktem ostatnio coś pojawiła się szerzej w mediach z popowym albumem, dlatego ją w tym temacie wspominam, lecz w 2003 wydała album "The soul sessions". I u niej zaobserwować można wzorce - ale nie Britney, lecz m.in. Arethe Franklin. Osobiście przypomina mi Janis Joplin i wydaje mi sie, że kreuje sie troszkę na nią, choć nie zauważyłam, żeby o tym gdzieś wspominała. Jakkolwiek dziewczyna widać, że śpiewać lubi i pewną wiedzę o muzyce ma choćby cokolwiek z historii współczesnej muzyki (a nie że "Madonna i Mariah Carey to moje wzorce" arghhh). Pisze sobie panna Stone teksty i płyty współtworzy, choć ten jej hit "You had me" to szlag przez niego może człowieka trafić, bo tam to akurat powtarza się wciąż jeden fragment. Poza tym na pewno perełka wśród fal młodych kobiet popu.
A propos tych tekstów to nie wiem - Amerykanie chyba nie słuchają ich albo są tak przyzwyczajeni do tych swoich psychologów i terapii na szczęśliwe życie z kaset magnetofonowych - na których pan miłym łagodnym głosem powtarza im "you`re a nice man! with happy feelings!", że bez różnicy im że tekst nie posiada w zasadzie żadnego sensu.
No ale na Joss nie narzekamy, bo zgraja blond-klonów na-jedno-kopyto już czyha za rogiem!

Nieśmiertelny blond demon to bezsprzecznie Britney, która nie jedną już płyte wydała i jak widać zaczyna być receptą na sukces (tak! wzorzec!) - jako nastolatka wydała swój pamiętnik razem z mamą (- to mama go tez pisała czy jak?!) a teraz może (jeśli!) nastanie era jej "kryzysu twórczego" wymyśli sfilmowanie jak to cudownie jest wziąć ślub. Ładnie wkomponowałaby się w sprzedawanie swej prywatności, co w końcu od czasów pamiętniczka czyni.
Nie liczmy jednak na film z jej ślubu, bo zapewne tylko Michał Wiśniewski jest w stanie paradować w srebrnych gaciach po Antarktydzie (czy gdzie tam) by sprawdzić czy oglądalność wzrośnie i czy ludzie pomrą z ciekawości jak czerwień jego fryzury komponuje się z bezkresem lodów i to w momencie sakramentalnego 'tak".

Jakkolwiek cała moja marudna parada blond fantomów zmierza ku temu, by zarejestrowawszy motyw zalewu popu-na-jedno-kopyto, podzielić się refleksją iż to bardzo dobrze i poytywnie byc może :)
Otóż naszło mnie, iż gdy nas już zaleją doszczętnie te plastiki, ta prostota to słuchacz zatęskni za czymś wartościowym, za nowym trendem, za oryginalnością, za indywidualnościami muzycznymi. Słuchacz zwróci się w stronę underground`u albo jakkolwiek zacznie odkrywać inne rejony muzyczne. I tą optymistyczna myślą kończę, nie bacząc na rosnące kolejne młode pokolenie zafascynowane i łaknące boysbandów i takich tam. Łudzę się iż na długo utknąć w różowym kiczu się nie da.

ada

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij