ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

"Psychiatryk od środka" - czyli 2 tygodnie na placówce

16 Jan 2005 :: 11:45

Nie ukrywam, że do napisania zmotywował mnie txt Jaśminy.

Na „kraszkach” – jak popularnie zwie się ów Zespół Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej – nie byłem, odbyłem natomiast 2 tygodniowe praktyki na ulicy Gdańskiej. Jest to oddział dzienny w/w szpitala. Dla słabo się orientujących – oddział dzienny to taki, na którym pacjenci nie nocują. Przychodzą na określoną godzinę są na zajęciach i po obiedzie – do domu.
Wszyscyśmy się najbardziej obawiali przed pierwszym spotkaniem, gdyż wchodzi się do „czubków” i nigdy nie wiadomo kogo się spotka, a obiegowe opinie nie nastawiają optymistycznie. Pierwsze wrażenie mija kiedy zaczyna się z tymi ludźmi rozmawiać. Po kilku zamienionych zdaniach okazuje się, że zasadniczo to oni nie różnią się niczym od „nas” – tzw. „normalnych”. Mają takie same problemy z nadwagą, dziećmi, rodziną – słowem: ŻYCIEM, jak „my”. Choroby umysłowej nie powodują jakieś niewiadomo jakie problemy. Problemy są zwyczajne, tylko kłopot pojawia się z poradzeniem sobie nimi. Każdy przeżywa stratę najbliższych, rozwód, etc., ale nie każdy popada w depresję, którą należy leczyć szpitalnie. Choroba jest sposobem obrony organizmu, przed ludźmi czy wydarzeniami, ale z pominięciem istniejących realiów. Tak więc pacjentami są głównie neuroleptycy - osoby z różnego rodzaju depresjami, nerwicami, etc. Ale są także schizofrenicy... I to są ci, uważający się za Jezusów, Napoleonów i innych wielkich... Ale są to objawy jedynie ostrej fazy choroby – wtedy to właśnie pojawia się megalomania, podejrzliwość, aspekty „posłannicze”, głosy komentujące ich zachowanie czy sytuację o charakterze nakazującym lub grożącym; niekiedy towarzyszy temu depresja. Faktem jest również, że na schizofrenię częściej zapadają osoby z wysokim ilorazem inteligencji [przeciążające umysł??]. Tyle, że pacjenci w ostrej fazie choroby są hospitalizowani na Kraszewskiego; na Gdańską przychodzą gdy jest ona w remsji, więc na co dzień zachowują się całkiem normalnie. Z tym, że „normalność” jest nieco wymuszona lekami, które działają mocno tłumiąco, dlatego bywają apatyczni i wyglądają jakby mięli depresję. Aby zostać zapięty w kaftan trzeba faktycznie się o to postarać – będąc niebezpiecznym dla siebie lub otoczenia, ale po takich dawkach „otępiaczy” jakie są im serwowane [na Kraszkach] – trudno o to. Czy trudno nawiązać z nimi kontakt?? Kiedy przezwycięży się własne opory – raczej nie. Myślę nawet, że niejednokrotnie chętniej opowiadają o tym, co dzieje się w „ich” głowach niż „my”; z tym, że trzeba poświęcić trochę czasu na nawiązanie znajomości – jak z każdym człowiekiem. Dlatego mogłem się dowiedzieć jak wyglądało życie X zanim zaczął chorować, co mogło ją spowodować, jak wyglądał jej przebieg, jak wygląda Kraszewskiego „od strony pacjenta”. Od Niego wiem, że schizofrenik boi się wszystkich ludzi, bo myśli [uraja sobie], że o nim mówią, słyszy głosy rozkazujące zrobienie czegoś lub komentujące jego zachowanie, co pogłębia uczucie osamotnienia; zwłaszcza kiedy słyszy się je w tramwaju i mozna je wziąć za rzeczywiste głosy innych ludzi. Lęk jest przerażający i wręcz namacalny fizycznie.
Praca z ludźmi chorymi to głównie farmakoterapia [niedobór lub nadmiar określonych hormonów może powodować określone zachowania], psychoterapia [psycholodzy pracujący tutaj spisują się naprawdę świetnie, gdyż nie mieści mi się w głowie, jak można wyperswadować komuś, że może śmiało dotykać większości rzeczy, gdyż wcale nie grozi to otruciem, że głosy są wytworem jedynie jego umysłu, a ludzie wcale nie czyhają, aby zrobić coś złego] i różnego rodzaju terapie pomocnicze [w tych braliśmy udział] – artoterapia, muzykoterapia, kulinoterapia, genogramy, etc. Ale one mają bardziej za zadanie podnieść poczucie własnej wartości pacjenta. Pokazaniu mu, że ileś rzeczy potrafi zrobić, w czymś jest dobry. To pewnego rodzaju przeciwwaga dla dołujących myśli. Dlatego tak ważne jest wsparcie tych osób przez rodzinę, przyjaciół, dobrego terapeutę. A końcowa teza Jaśminy, że „właśnie w tym miejscu służba zdrowia naprawdę nie zawodzi” wydaje mi się jak najbardziej adekwatna. Znaczy nei zawodzi; na ile jest to mozliwe przy tak skromnych środkach finansowych.

X – nie podaję imienia ze względu na obowiązującą mnie tajemnicę

jerzy

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij