ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

"Ona" część 1

22 Oct 2004 :: 23:51

1.

-Już jestem!
-Zjesz coś?
-Nie mamo, nie jestem głodny.
-Jak chcesz.

Wchodzę do pustego, małego pokoju i co widzę? Widzę to powietrze, trutkę unoszącą się dookoła. Ona jest wszędzie. Od razu ciężej mi się oddycha. Nie mam już tego zapału, który towarzyszył mi do tej pory. Wcześniej chciałem podbijać Świat. A teraz? Jestem ociężały i brak mi tego specyficznego uczucia, uczucia optymizmu.

W kuchni chwil parę i cztery, zarumienione tosty są we mnie. Byłem głodny.

Dziś ją zobaczyłem. Nie, to ona mnie zauważyła. Usłyszałem zdecydowane "cześć" gdzieś zza pleców. Gwałtowny ruch, zdecydowane spojrzenie i odzew. Chciałem sprawić wrażenie nie przejętego, ale tego błysku w oku nie mogłem ukryć. Nie zamykałem oczu, otwierałem je jak najszerzej aby później móc przywrócić ten obraz, ten uśmiech. Teraz nie potrafię.


Ciemno już za oknem i moje myśli.

... ... ... ... Tak, słucham?
-Cześć. Masz minutkę? Nie przeszkadzam?
-Nie, nie, skądże.
-Jutro?
-W szkole Ci powiem.
-Hmmm... No dobra, nie ma sprawy.
-Ok.
-To dobrej nocy życzę.
-Dziękuję.

Nic więcej.

Więc w szkole się dowiem. Cieszę się. Nie wiem co powiedzieć. Jay Z brzmi w ciągu niezrozumiałych słów tuż nad głową w dźwięku przestrzennym. Co chwilę tylko słyszę, że trzeba być silnym i nie poddawać się. Przyjaciele są ważni i to ich trzeba zawsze mieć pod ręką. Nic innego.
Po co komu 99 innych problemów skoro można mieć własne, jeszcze bardziej niezrozumiałe.

19:55 a ja nie wiem kim chcę być. Kimś chcę. Ale nie wiem czy będę tego potrzebował i nie wiem czy to teraz zrobić.

-Jesteś tam? Chcę od Ciebie jakiś znak! Jak mam w Ciebie wierzyć skoro jest tyle złego! Tyle się dzieje i mam tyle pytań? Wystawiasz mnie na próbę? Chcesz tego? Sprawia Ci to przyjemność? Śmiejesz się ze mnie... Jeśli jesteś. Nie potrafię inaczej, nie potrafię tego czego od małego mnie uczyli. To jest takie trudne czy tylko ja mam z tym problemy, aż takie?

-Mamo! Wychodzę, będę.
-Ale nie późno. Wiesz, że się martwię.
-Wiem, wiem, przestań.

Po wysokiej drabinie wspinamy się niczym alpiniści. Boimy się spaść i zginąć, bo już miliardy myśli dzielą nas od początkowych szczebli. Tysiąc czterysta osiemdziesiąt trzy były dawno, tak dawno, że nie pamiętam już kiedy. Trzyma mnie za rękę i nie pozwala spaść. Gdyby nie ta pomoc już by mnie tutaj nie było. Nie, nie, nie, to nie my się boimy- to ja się boję. Tak tylko ja. Ona to czuje i się tylko uśmiecha. Wie, że będzie wszystko w porządku i tylko ja mogę zdecydować czy tutaj zostanę, czy pójdę w górę. Decyzja jest trudna bo nie mogę jej z nikim skonsultować. Tym trudniejsza, że nie wszyscy mogą to zaakceptować i nikt na mnie nie poczeka.
-Ja na Ciebie poczekam...
-Dlaczego?
-Bo tylko ja wiem co dla Ciebie jest dobre. To ty wiesz co dla Ciebie jest dobre, ja pomagam tylko Cię w tym utwierdzić.
-Dlaczego mi to mówisz.
-Żeby było łatwiej.
-A będzie?
-A chcesz tego?
-Pytanie... Kto by nie chciał?
-Niektórzy...
-Po co im to?
-Patrz, pokonujesz następne.

To prawda, unoszę się. Szczebel po szczeblu pnę się ku górze. Tak bardzo chcę krzyczeć! CHCĘ BYĆ WOLNY!

-Więc dlaczego nie krzyczysz?
-Skąd wiesz, że chcę.
-Jeszcze nie wiesz? Głuptasie, nauczyłam się Ciebie czytać. Nie musisz nic mówić.
-Zostań ze mną.
-Zawsze będę.
-Podziwiam Cię.

Idziemy ulicą i widzimy człowieka ubranego w ciemny uniform a na głowie ma ogromny kapelusz. Przypomina mi cylinder magika. Jest czarny niczym smoła i sprawia wrażenie, że na stałe został przywiązany do właściciela- żaden podmuch wiatru nie jest w stanie go porwać. Ludzie gubią parasole, szaliki. Kurtki działają niczym ogromne żagle ale ten mężczyzna nie zdaje sobie sprawy co go otacza. Nie rozgląda się. Jedynie, na co zwraca uwagę to latarnie, które musi zapalić. Ostatnie naftowe latarnie w obrębie setek kilometrów. Dlaczego ten ogień nie gaśnie? Przecież leje i wieje. Pogoda to przecież największy wróg palącego się diabła.
-Proszę pana?
-Tak synu?
-Ale ten ogień...
-Wiem.
-Dlaczego tak się dzieje? Przecież to nierealne.
-A dlaczego rozmawiasz ze mną?
-Nie wiem.
-Nikt nie potrafi porozmawiać szczerze ze starszym człowiekiem. Po co to robisz?
-Nie wiem.
-No widzisz. Tylko ty zauważyłeś mój ogień, moje ciepło. Już nigdy nie będę mógł go rozpalić w takich warunkach.
-Przepraszam.
-Nie wygłupiaj się młodzieńcze. Tak naprawdę to chcę Ci podziękować.
-...?
-W moim życiu już nic nie przypomina mi realizmie. Na co komu potrzebny starzec, nieudacznik? Nigdy nikt mnie nie zauważał. Dziękuję.
-Proszę.
-Chcę odejść. Czy mogę?
-A jest pan na to gotowy?
-Teraz już tak.
-Wiec proszę.
-Ojcze nasz...
-Nie! Niech Pan poczeka!
-Za późno, on odszedł.
-Nie on znał odpowiedzi.
-Nie płacz. Jest już mu dobrze. Bardzo dobrze. Jego ogień już nigdy nie zgaśnie.
-Ale on...
-...kochał życie...

Otwieram oczy. Zimno mi, szalik podsuwam na nos. Kurtka dalej się zapiąć nie chce. Dezorientacja. Cztery strony świata. Widzę ten uśmiech, który nie pozwala mi zasnąć. Idzie w moją stronę? Idzie w moją stronę. Nie wiem co mam powiedzieć. Język stwardniał niczym kamień i nie ma zamiaru drgnąć. Pozostają mi oczy. One potrafią patrzeć. Widzą piękno, które większość oczu by przeoczyła. Widzą ten śmiech, łzy, jest ich coraz więcej, lecą z nieba niczym wiadomość. Chciałyby mówić: "to jest dla Ciebie, patrz, nie ma nikogo, tylko Ty i Ona. Patrz! Nie ma nikogo! Tylko Ty i Ona". Patrzy się na mnie, ja na Nią. Czuję ciepło, lekkość, nie wiem co wybrać. Mam za duży wybór. Muszę się zdecydować, jeszcze mam czas. Setki kroków bez słów. Są zbędne? Nie wiem. Chcę wiedzieć. Muszę mówić? Na siłę? Nie mogę. Setki sekund. Bez słów...

Mam 48 godzin, 24... Tyle pozostaje mi czasu nieważkości. Nie, ten czas dopiero się zacznie. Będę skakał po chmurach w czerwonym skafandrze. Ona będzie ze mną. Nie wiem czy będzie, będzie się źle działo. Zawsze się dzieje, na początku. Potem przechodzi i już nie czuć ciała, są dusze spragnione miłości i siebie nawzajem, nie mogą bez siebie żyć i nie muszą, są razem.
Są albo tylko udają, czasem udają, to jest inaczej, wtedy niebo staje się bezchmurne, nie ma kłębiastych wytworów myśli, które się zdobywa, zdobywa razem, jest bezchmurnie...

Znowu leżę na trawiastej łące. Pełno kwiatów. Motyl usiadł na moim ramieniu. Jest cały żółty. Zastygł, jest zimny ale nie mogę go dotknąć. Jest czarny. Rozpadł się, rozsypał ale nie ma popiołu. Gdzie jest popiół? Powinienem być brudny! Ja tak bardzo chcę być brudny! Dlaczego nie mogę!
-Boisz się być brudnym.
-Wcale nie.
-Nie kłóć się ze mną, proszę.
-Idź stąd!
-Potrzebujesz mnie!
-Wcale nie! Kto Ci to powiedział, na pewno nie ja! Idź powiedziałem! Nie chcę Ci więcej słyszeć!
-Na pewno tego chcesz?
-Wiem co mówię, nie dociera to do Ciebie?
-Żegnaj!
-Bez znaczenia.
Moja ręka jest brudna, brudna od popiołu, czarna. Nie ma zielonej trawy, nie ma kwiatów. Jest pustynia, bo krwisty kolor. Już zapomniałem o tej chwili ciszy, nie wiem do czego mi była ona potrzebna. Słyszę okropny dźwięk. Strasznie głośno. Boli mnie. Moja głowa! Z mojej głowy wypływa czerwony płyn! Nie mogę otworzyć ust, nie mam ich. Staję się częścią pustyni. Gdzie jestem ten ja? Chcę powrócić! Umieram, powoli... Nad głową czarne, kłębiaste chmury.

Nie wiem ile tak leżałem ale wiem, o czym w tamtym momencie myślałem. Myślałem co się ze mną stanie gdy umrę. Gdzie się znajdę i czy będzie mi dobrze. Nie wiem czy wierzę ale wiem, że gdzieś się potem znajdę, pytanie tylko gdzie. W głowie słyszałem jęki maltretowanych ciał. Krzyczały! Błagały o ułaskawienie. Wykrzykiwały moje imię i to do mnie się odnosiły, skąd mnie znały? Nigdy wcześniej nie słyszałem podobnych głosów ale jednak brzmiały znajomo. Próbowałem się zapytać, ale nie miałem ust... Wiedziały, że muszę Ich słuchać, że nie mogę nic zrobić aby je odgonić. To nie byłem ja. Zawsze tylko potrafiłem oceniać i wykrzykiwać, teraz nie miałem nawet ochoty, nawet gdybym miał taką możliwość.

-Przepraszam, nic panu nie jest? Halo? Słyszysz mnie?
-ehhh... Ggg... Gdzie ja jestem?
-W parku...
-Co tu robię? Jest ciemno?
-Nie wiem, znalazłam Cię przed chwilą.
-Która godzina?
-Po północy.
-Miałem, miałem straszny sen.
-Opowiedz...
-Nie pamiętam, nie potrafię sobie przypomnieć, ale boję się do tej pory, nie pamiętam czego, boję się. Zostaniesz przy mnie?
-Nie bój się, jestem przy Tobie.
-Ale odejdziesz, ona też odeszła.
-Ona jest z Tobą cały czas.
-Nie, przecież Jej powiedziałem żeby sobie poszła.
-Ale jest. Czujesz ją przecież.
-Ale...
-Nic nie mów. Leż. Musisz odpocząć, przed Tobą długa droga.
-Dokąd?
-Przed Tobą całe życie.
-Nie chcę żyć dłużej.
-Nie wiesz co mówisz. Zapytaj jej się.
-Nie ma jej.
-Jest...

pablo

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij