ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Problem każdego młodego mężczyzny

22 Oct 2004 :: 23:50

Wyrwałem się z drzemki. Ciężkie powieki z trudem uniosłem ku górze, by przekonać się, że czasem najmniejszy wysiłek, może przerastać czyjeś możliwości. Zamknąłem je z powrotem, by uśmierzyć ból zaspanych oczu i odczekać aż minie. Kiedy wreszcie postanowiłem się obudzić zauważyłem go rozwalonego na tym cholernie twardym krześle, jakby siedział w fotelu z gronostajowym obiciem. Głowa zwisała mu ciężko, oczy wpatrzone w krawędź spartańskiej ławy rejestrowały ruchy ręki sprawnie odpalającej co chwilę markową zapalniczkę. Nadszedł czas, by przerwać ciszę.
- Teraz ja.
Pomyślałem wówczas, że nie dosłyszał. Zupełne zero reakcji. Mruknął jednak po chwili pod nosem:
- To idź.
Podniosłem się ciężko z krzesła. Grymas bólu zagościł na mej twarzy, a dłoń odruchowo masowała kolano, które odzywało się nieznośnie przy najmniejszym przeciążeniu. Lekko dokuśtykałem na bok do drzwi schowanych w ciemnej wnęce.
- Poczekaj. – Zaskoczył mnie. Po raz pierwszy, od kiedy go znam, wykazał się inicjatywą. Spojrzałem na niego, ale siedział nieporuszony w swojej niezmiennej pozycji, z nierozerwalnym dla siebie atrybutem w postaci zapalniczki w dłoni. Odczekałem chwilę, ale zniecierpliwiony brakiem dalszego ciągu położyłem dłoń na klamce.
- Poczekaj mówię.
Spojrzałem spode łba. Odnosiłem wrażenie, że to nie on do mnie mówił.
W końcu jednak podniósł wzrok i spojrzał gdzieś za mną.
- Powodzenia.
Bez słowa odpowiedzi nacisnąłem tę przeklętą klamkę.
----------
- Dzień dobry panu...?
- No przecież nie „pani”.
Taktyka była prosta. Udawać idiotę. Koledzy żartowali nawet, że mam najłatwiej.
- Proszę się nie zgrywać. Pańskie nazwisko?
Obcisła bluzka urzędniczki ukazywała piękne kształty nie za dużych piersi. Miałem ochotę rozebrać tę kobietę wzrokiem.
- Bez nazwisk proszę. Ja tu jestem incognito.
- Proszę nie cwaniakować. Za utrudnianie naszej pracy może pan wylądować przed sądem. Proszę odpowiadać na pytania, a zaraz będzie mógł pan odejść.
- Kiedy odpowiadam.
- Niech pan nie utrudnia, albo narobi sobie kłopotów. – Wysoki typ w szarym płaszczu i ciemnych okularach postanowił interweniować. Stał schowany w cieniu firanek i straszył stamtąd swoją posturą. Jego baryton podziałał na mój układ nerwowy. Objawem tego była gęsia skórka, efekt który miałem nadzieję uniknąć. Już na wstępie plan poszedł w łeb.
- Ale... o co chodzi? – Postanowiłem delikatnie zmienić nastawienie i ukazać swoje niewinne oczka, które miały ułagodzić niepotrzebne nerwy.
- Zamknij się dowcipnisiu i nie utrudniaj nam pracy! – Olbrzym cedził słowa przez zaciśnięte zęby. Widać mój urok osobisty na niego nie działał. – Odpowiadaj grzecznie na pytania, albo cię utemperujemy.
- Kiedy jedno z drugim się kłóci.
- O czym ty gadasz? – Na moment poczułem, że jednak mam szansę, a tego gostka chyba zbiłem z tropu.
- Jak mam odpowiadać, kiedy nakazuje mi się zamknąć?
Mężczyzna wyszedł z cienia i zbliżył do mnie na odległość tak niewielką, że czułem jego oddech. Złapał w dwa palce swoje ciemne okulary i odsłonił swoje małe, świdrujące oczy. Spojrzał na mnie badawczo. Udawałem śpiącego.
Ze snu wyrwał mnie szok i smak krwi w ustach. Lepka ciecz wypełniała błyskawicznie mój otwór gębowy zmuszając mnie do wyplucia jej. Szary dotychczas płaszcz napastnika nabrał bordowego koloru. Pomacałem szczękę sprawdzając delikatnie stan uzębienia. Miejscami przypominał huśtawkę.
- Będziesz grzeczny? – Mężczyzna założył z powrotem swoje ciemne okulary. Krwią na płaszczu nawet się nie przejął, jakby jej tam nie było. – Czy może mam coś jeszcze uszkodzić?
- Spfiedalaj.
- Heh – mruknął zadowolony – będziesz grzeczny. Proszę kontynuować. – Odwrócił się i podszedł do okna. Stał przy nim zwrócony plecami do mnie.
- Tak... a więc, pańska godność?
Przełknąłem ślinę wymieszaną z krwią.
- Utflacona.
- Słucham?
- Pfecież mófię fyraźnie.
- Przepraszam, ale chyba nie dosłyszałam. Mógłby pan powtórzyć jak się nazywa?
- Gófno cię to opfodzi. – Jej cycki jakoś nagle zbrzydły w moich oczach, stały się jedynie obrzydliwymi zwisami.
Moje rozmyślanie o kobiecej urodzie przerwała ciężka dłoń, którą poczułem na ramieniu. Obróciłem głowę by zobaczyć swoje odbicie w ciemnych szkłach okularów. Moja twarz wyglądała jakoś inaczej niż zwykle.
Nie wiedzieć czemu poczułem się jak jakiś skazaniec zakuty w łańcuchy. Nawet ręce odruchowo skrzyżowałem na kroczu, jakbym miał na przegubach dłoni kajdanki.
Ciężka dłoń pchnęła mnie o krok do przodu. Niewiele brakowało, a runąłbym rozbabranym pyskiem na tą, w sumie niczemu niewinną, urzędniczkę. Mężczyzna skinięciem głowy wskazał na wolne krzesło.
Nie zareagowałem. Jedynie odwróciłem głowę w stronę tej przemiłej kobiety za biurkiem i wyszczerzyłem głupio miazgę zamiast zębów.
- Pr... Proszę usiąść. To naprawdę zajmie tylko chwilkę.
Nie wiedzieć czemu zrobiło mi się coraz bardziej żal tej kobiety. Usiadłem.
- Pfoszę pofiedzieć temu gosciowi seby się nie spfliszał, bo mu z chórnej pfiątki salatuje zmrodem....
----------
Nie wiem co mnie powaliło, ale to cud, ze jeszcze coś pamiętam po takim ciosie. Łeb spuchł mi nie gorzej niż dziąsła. Podniosłem się z podłogi i mamrocząc pod nosem tajemnicze zaklęcia próbowałem opanować sztukę widzenia pojedynczo.
Tuż przede mną siedział znów on. Zgarbiony, zasępiony i jak zawsze z zapalniczką. Nogi miał założone po turecku, a głowę opierał na ramieniu.
- Opłacało się?
Ten człowiek po raz kolejny mnie zaskoczył. Teraz zabrało mu się na filozofię. Chciałem odpowiedzieć, ale w głowie stukało mi coś tak natrętnie, że ledwo zebrałem się, by niezauważalnie wzruszyć ramionami.
A on wstał. Bez niczyjej zachęty. Poprawił bluzę, kaptur. Zapalniczkę schował do kieszeni. Otrzepał spodnie i udał się w kierunku drzwi. Zanim się pożegnał zaskoczył mnie po raz kolejny.
- Tyle zachodu, by do woja nie iść. Trzeba było jak ja pedałem zostać.

Osunąłem się po ścianie i bezwładnie padłem na ziemię. Przymknąłem bolące oczy i zasnąłem.

Yanoo Ž production

23 – 25 lutego 2oo4

yanoo

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij