ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

U.F.O.

22 Oct 2004 :: 23:48

- Houston? U nas wszystko w normie. Kura zniosła jajko.
- Powodzenia chłopaki. Odezwiemy się za 10 minut.


Astronauta nacisnął odpowiedni guzik i spojrzał przez małe okienko. Na tle wielkiej, czerwonej planety zamajaczył mały spodek. Pilot tego pojazdu przy pomocy bocznych silników wprowadzał korekty przed wejściem w atmosferę Marsa. Drugi pilot ograniczył się do podpowiadania. Resztę wykonywał komputer.

- Minus trzy stopnie nachylenia... Dobrze. Plus dwa w poziomie. Za mocno! Teraz dobrze... kapitanie, co zrobimy jeśli Oni naprawdę istnieją?
- Coo? Nie zawracaj mi tym głowy teraz! Pilnuj wskaźników! Mam złe przeczucia.
- Wszystko w normie... Dobrze by było zejść jeszcze jeden stopień. Idealnie...

W istocie. Lądownik, mający wykonać historyczny lot będący prawdziwym wielkim krokiem ludzkości, gładko i bez przeszkód pokonywał kolejne etapy lotu. Smuga ognia ciągnęła się za nim tworząc makabryczny widok. Astronautom to jednak nie przeszkadzało. Osłony i komputery pokładowe spisywały się bez zarzutu zapewniając na ile to możliwe spokojny lot. W końcu lądownik z szedł na tyle nisko by szykować się do ostatecznego lądowania. Trzy gigantyczne spadochrony otworzyły się. Lekki wstrząs bardziej uspokoił, niż zaniepokoił rozszalałe serca pierwszych ludzi na Marsie.

- Hu... Huston? Spadochrony otwarte. Słyszycie nas? - okrzyki radości mieszały się z lekkim trzaskiem w mikrofonie.
- Słyszymy was! Brawo chłopaki! Wytrzymajcie jeszcze chwilę w maksymalnym skupieniu. Co z prędkością?
- Jest jak miało być. Szybko spada. Do powierzchni mamy jeszcze trzy kilometry.
- Uf... Już chyba nic nie może zepsuć nam dzisiejszego wieczoru.
- Uruchamiam silniki hamujące. Skaner pokazuje pod nami gładki teren. Powinno pójść lepiej niż na symulatorze.
- Oby... - odezwał się po raz pierwszy od wejścia w atmosferę drugi pilot.
- Spokojnie chłopaki. Bądźmy dobrej myśli.
- Wiesz co? - po raz kolejny przemówił drugi - Gdyby nie ten system przesyłania dźwięku w życiu bym nie poszedł na tą misję. Już teraz mam wrażenie, że się zesram w gacie.
- Max... to idzie na żywo w TV.
- Więc przylećcie tu i mnie przyprowadźcie do porządku!
- Max... ja też bym na to nie poszedł. Skoro jednak tu jesteśmy to zróbmy wszystko jak trzeba.
- Masz rację. Wiesz, teraz już się nie dziwię czemu to ty tutaj dowodzisz...
- Tu Huston. Chłopaki, chyba już czas skończyć te pogaduszki?
- Właśnie wprowadzam ostanie korekty w prędkości. Schodzenie idzie gładko. Mamy ładną pogodę. Niezłe widoki.
- Monotonne...
- I dlatego piękne. Huston? Pozostało nam sto metrów. Dziewięćdziesiąt, osiemdziesiąt... schodzimy gładko...
- Uważajcie na siebie chłopaki!
- Sześćdziesiąt... szykuj się Max... czterdzieści... teraz.

Max pociągnął za czerwoną dźwignię w podłodze przy jego stanowisku. Prędkość pojazdu gwałtownie zmalała. Pojazd lekko podskoczył do góry pod wpływem małego odrzutu. Z dolnej części lądownika został wyrzucony napełniany sprężonym powietrzem gigantyczny materac mający dodatkowo amortyzować lądowanie.

- Uwaga... jeszcze trzy sekundy, dwie, trzymaj się Max!!!

Kolejny wstrząs w przeciągu ostatnich minut. I znowu wstrząs, który podziałał uspokajająco. Lądowanie przebiegło spokojnie. Lądownik miękko osiadł na materacu, który dodatkowo mocno stłumił efekt odbijania się od powierzchni bardzo niebezpieczne przy, mimo wszystko, niepewnej konstrukcji lądownika. W końcu stworzyli go Polacy.

- Huston? Wylądowaliśmy. Odpinamy pasy, bierzemy sprzęt i idziemy odpocząć na spacerze.
- Pamiętajcie wziąć kamerę!
- Kapitanie... - Max jąkał się chwilę nie wiedząc jak zacząć. - Wiem, że to pańskie marzenie, że to pański przywilej, ale czy... mogę prosić o pierwszeństwo przy opuszczaniu lądownika? Tak naprawdę chodzi tu o sławę, a ona pana nie interesuje, prawda?

Kapitan zamyślił się przez chwilę. Propozycja wyraźnie zepsuła mu humor. Mimo tylko krótkiej przerwy w komunikatach ludzie z Ziemi zaczęli się niepokoić i wzywać do raportu. W końcu kapitan odezwał się:

- Oddaję wielki przywilej postawienia jako pierwszemu stopy na Czerwonej Planecie mojemu następcy, Maxowi Connorowi. W końcu kapitan jako ostatni opuszcza statek. - Mówca lekko się uśmiechnął. - Chyba, że boisz się spotkania z UFO?

Max ze szczęścia nie odpowiedział. Porwał za swoje narzędzia i stanął przy włazie. Kapitan po chwili dołączył do niego.

- Huston? Skorupka pęka!

Strumień światła oślepił astronautów. Z włazu wytoczył się mały pomost po którym kapitan z Maxem miał zejść. Adrenalina nie pozwoliła im dłużej czekać.

- Huston? Pisklę opuszcza swoją skorupkę.
- Mam nadzieję, że przygotowaliście sobie odpowiednie teksty... Wszyscy wstrzymujemy oddech. Czekamy na relację.
- Schodzimy powoli, Max metr przede mną. Tak jak się spodziewaliśmy mamy tu piękną, zapewne żyzną ziemię barwy krwistej. Może tu ktoś kiedyś walczył, hehe?
- Kapitanie? - Max zatrzymał się na krawędzi pomostu, w miejscu z którego tylko jeden krok dzielił go od powierzchni. - Proponuję zrobić wielkie zbliżenie na miejsce w którym postawię stopę. Wszystkie stacje telewizyjne kupią ten materiał. - Drugiemu pilotowi udzielił się humor dowódcy.
- W porządku... robię zbliżenie... taa. No chłopie! Tylko się nie połam przy tym swoim życiowym skoku!
- Ekhm... Ten mały skok człowieka, będzie wielkim skokiem ludzkości... ale przede wszystkim pozwoli nam raz na zawszę stwierdzić, czy życie na Marsie kiedykolwiek istniało.

To mówiąc Max wychylił do przodu lewą nogę i wybił się z prawej. Poleciał majestatycznie i wolno do góry. Ostatnie sekundy dla tej dwójki trwały wieczność. Kamera cały czas pracowała w rękach kapitana, który z gracją najlepszego operatora na Marsie łapał w obiektyw kolegę. Kiedy do zetknięcia z ziemią Max potrzebował jeszcze kilku centymetrów, kapitan zrobił największe możliwe zbliżenie na odpowiedni fragment Czerwonej Planety. Nagle przestał być wesoły, jego serce przestało na moment pracować, a kamera o mało nie wypadła mu z rąk. Chciał krzyknąć, ale nie zdążył. Kiedy Max stanął na Marsie, kapitan opadł na pomost i załamany przewijał w kółko ostatni nagrany fragment na taśmie. Do jego umysłu nawet w najmniejszym stopniu nie dochodził dźwięk ze słuchawek. Max wciąż rozkoszował się właśnie zdobytą sławą. Sławą pierwszego człowieka na Marsie. Nagły świst przerwał jednak jego radość. Kombinezon w raz z właścicielem wyparował. Kapitan podniósł głowę i spojrzał na to co zostało po koledze. Para butów. Zanim podzielił los Maxa zdążył krótko powiedzieć do mikrofonu:

- Wywołaliśmy wojnę.

Kiedy Marsjanie kończyli swoją ekspansję Ziemi kamera na ich rodzinnej planecie wciąż pokazywała wybrany wcześniej moment. Obraz na małym wyświetlaczu przedstawiał Maxa Connora, który rozdeptuje mikroskopijną istotę złożoną z dwóch mozaikowych, jajokształtnych fragmentów połączonych czerwonym elementem. Marsjanin chciał powitać Ziemian.

Yanoo Ž production

19 stycznia 2oo3

yanoo

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij