ostatnie 10 dodanych

Standardy

XHTML 1.1 Valid! CSS 2.0 Valid!

Statystyki

statystyki www stat.pl

 

Sen

22 Oct 2004 :: 23:41

Młody mężczyzna obudził się z potwornym bólem głowy i "dziwnym" kłuciem w biodrze. Powoli mroczny obraz przed oczyma zmienił swoją ostrość na nieco lepszą. Świadomość oraz siły pozwoliły zmienić pozycję z poziomej na pionową i zorientować się w porze dnia. Była noc. Poturbowany jegomość doczłapał do jakiejś ścianki, która mogła posłużyć za oparcie. Tymczasem mężczyzna przyłapał się na tym, że trzyma się za biodro, z którego wolnym stróżkiem ciekła krew. O dziwo nie przejął się tym. Był dziwnie spokojny. Nagle gdzieś w mroku zauważył, czy może zdawało mu się, że widzi jakąś postać. Przecinała ona mrok niczym strzała, jednak nagle się zatrzymała. Wtedy dojrzał dwa jasne punkciki. Oczy. Więcej postaci nie widział. Jednak te oczy coś mu przypomniały. Był pewien, że gdzieś je już widział.

Nagły świst lokomotywy przeciął powietrze i nić niepamięci. Nagłe wspomnienia zaczęły powracać z siłą huraganu. Pamiętał pociąg i siebie ubranego w elegancki garnitur w roli pasażera. Jechał pociągiem! Ale po co? Tego, mimo usilnych starań nie był w stanie sobie przypomnieć. Pamiętał również oczy. Te same oczy, które zdało mu się przed chwilą zobaczyć. Ale gdzie je widział? Nagły potok myśli i pytań zmęczył go. Jednak wytężał swój umysł nadal. Jechał w przedziale z jakimś jegomościem, który chwalił się swym pochodzeniem. Była też jakaś kobieta z dzieckiem. Była i ona. Piękna kobieta; wysoka, smukła, szczupła. I te oczy, które go onieśmielały. Ich widok był dla niego rozkoszą, a zarazem nie potrafił patrzeć na nie dłużej niż kilka sekund. Nagle przypomniał sobie coś jeszcze. Dokładnie tak samo jak przed chwilą, tak wtedy, u kresu podróży, spojrzała mu w oczy. Jedyne co zapamiętał to fakt, iż ta sekunda trwała dla niego wieczność.

Nie mogąc dociec dlaczego, po co, a przede wszystkim gdzie jechał postanowił się przejść. Mimo wciąż upływającej krwi siły mu wracały. Powstał, rozejrzał się i z przerażeniem, a za razem przedziwną ulgą stwierdził, iż znajduje się na cmentarzu, a ta "ścianka", o którą się opierał, to kamienny nagrobek. Szybko, jakby z odrazą, odsunął się od niego. Poprzez mrok dojrzał pewnych mężczyzn. Skierował swe kroki ku nim. Gdy przedarł się poprzez las krzyży ze zdziwieniem stwierdził, że dwaj mężczyźni pracujący przy zakopywaniu grobu nie zwrócili na niego najmniejszej uwagi. Spojrzał w dół i z jeszcze większym zdziwieniem zobaczył trupa, któremu nie dane było leżeć w trumnie. Jednak nie to było dla niego dziwne. On znał tę osobę.

Nagła i kolejna już fala wspomnień zaatakowała nie wypoczęty umysł. Jasno oświetlony pokój. Skromnie urządzony. Jakiś obrazek na ścianie i kilka niezbędnych mebli. W nim on, dalej w garniturze, lecz jakimś pomiętym, oraz jakiś inny mężczyzna około czterdziestki. Byłby przystojny, gdyby nie kilka blizn zdobiących twarz, a zapewne również i inne miejsca. Nagle mężczyzna ubrany wieśniacko otwiera usta i przemawia:
- Mówisz, że to ten sąsiad powiadomił policję? Już od dawna facet mi się nie podobał. Ciągle się o coś wykłócał z Murphy`m. Chodziło o jakieś ziemie na północy. Z tego co wiem, nie miał racji, ale ta śmierć pozwoli mu je zdobyć.
- Zabić dla skrawka ziemi...
- Mówiłem ci, że to skurwiel. Po za tym, wiedział, że przyjeżdżasz i wszystko sobie obmyślił. Zabił go, a potem zrzucił to na ciebie.
- Słuchaj. Jesteś teraz jedyną osobą, której mogę tutaj zaufać. Potrzebuję oczyścić się z zarzutów, a do tego potrzebuję dowodów. Musisz mi pomóc.
- Dobrze wiesz, że mam u ciebie dług i tylko czekam aż go spłacę.
- To teraz nie udawaj przede mną i zajmij się swoim fachem. - Po tych słowach chwila niepewności spadła na oczy człowieka z bliznami. Po chwili namysłu odparł:
- A ty skąd o tym wiesz?
- Każdy wie, że jak trzeba kogoś porwać, to Biedny Willy jest najlepszy do tej roboty. Umiesz wykiwać każdego i chyba tylko siły nieczyste są w stanie ci przeszkodzić. Nawet przy tej ochronie jaką ta gadzina ma teraz, poradzisz sobie. Więc co?
- Dług to dług. Przyjaciel to przyjaciel. Zrobię to. A ty się tu schowaj.
- Jak to? Przystąpisz do roboty z marszu?
Krótki uśmiech zagościł na twarzy Willy'ego - Kiedy tylko o tym usłyszałem, byłem pewny, że do mnie wpadniesz na kawę. I przygotowałem coś więcej niż filiżanki.
- Jesteś niesamowity. Będę czekał.

Choć obraz zamazał mu się, to rozwiązał worek z nowymi informacjami i rozpoczął, niczym śniegowa kulka, lawinę nowych wspomnień. Wiedział już, że jest oskarżony o morderstwo. Oskarżony niesłusznie. Murphy... To nazwisko brzmiało jakoś znajomo. Kolejna znana osoba. "Sąsiad wezwał policję". A więc on tam musiał być!

Pięknie zdobione drzwi nie odpowiadały na pukanie. Słoneczny dzień sprzyjał spacerom, może więc gospodarz na niego się udał? Przystojnego mężczyznę w garniturze męczył jednak ten upał. Spróbował otworzyć drzwi. Ciche stęknięcie i można było wejść do środka. Dom w środku był jeszcze piękniejszy, aniżeli na zewnątrz. Niesamowicie drogie meble, znakomite obrazy, gigantyczne żyrandole. Przepych objawiał się na każdym kroku. Samowolny gość zafascynowany bogactwem rozpoczął zwiedzanie. Nie trwało ono długo. W dużym salonie, na środku stołu mogącego "przyjąć" trzydziestu gości leżało ciało zwrócone głową w stronę blatu. Kałuża krwi wskazywała na brak życia u posiadacza tegoż ciała. Nagły wstrząs i chęć wymiotów opanowały dżentelmena. Odwrócił głowę chcąc ochłonąć, lecz zamiast spokoju, dostał kolejną dawkę adrenaliny. Nie wiadomo skąd pojawił się za nim człowiek. A nawet kilku ludzi. Mordercy? Nim zdążył zareagować pierwszy z nich odezwał się:
- Jest pan aresztowany za zabójstwo Danny Murphy'ego.
- Słucham?
- Tymczasowo aresztowany. Jest pan głównym, bo jedynym, podejrzanym.
- To jakaś pomyłka. Dopiero tu wszedłem; zobaczyłem ciało, odwróciłem się i ujrzałem pana...
- Komisarz Max.
- Pana, komisarzu Max.
- Dostaliśmy zgłoszenie od sąsiada, świętej pamięci Murphy'ego, o krzyku dochodzącym stąd. Godzinę wcześniej widział mężczyznę odpowiadającego pana rysopisowi, który wchodził do tego domu. - Chcąc podkreślić dom, o który mu chodzi wskazał palcem w dół, na podłogę.
- Toż to łgarstwo. Jestem tu od dwóch minut! Zresztą proszę zbadać ciało. Jestem pewny, że wykryjecie, iż mój przyjaciel nie żyje od bardzo dawna.
- Ładny z pana przyjaciel. Zresztą chłopaki już badają ciało, a pana proszę o porozmawianie z tamtym funkcjonariuszem. - wskazał młodego posterunkowego.
- Imię i nazwisko?... - Lawina nic nie znaczących pytań potoczyła się w stronę spanikowanego umysłu. Mężczyzna patrzył na to jak policjanci obracają ciało. Widział doszczętnie zmasakrowaną twarz. Zbierało mu się na wymioty. Nagle jeden z policjantów wyraźnie czymś zaintrygowany podbiegł do komisarza i przekazał mu jakąś informację. Ten skierował się do dżentelmena.
- Miał pan rację. Znaleźliśmy ślady tego, że powinien być martwy od wielu godzin. Jest sztywny, ma zimne i całe sine ciało.
- A więc już wie pan, że jestem niewinny?
- Wręcz przeciwnie. Wiem już, że jest pan winny.
- Słucham?!?
- Ciało zostało sztucznie doprowadzone do takiego stanu. Najprawdopodobniej zostało.. wsadził je pan do tej słynnej lodówki, pięć na pięć metrów. Ile tam siedział? Pół godziny? Dwadzieścia minut?
- Nie... nie wiem. Jestem niewinny.
- Jak każdy. Zabierz go na posterunek. Weź dwóch ludzi, a gdyby uciekał bez wahania zastrzel.
- Tak jest sir.

Ciemna ulica. Kilka naftowych latarni dających niemrawe światło. Dwaj mężczyźni. Jeden z nich to posterunkowy, drugi to pewien dżentelmen. Za nimi podążają jeszcze dwaj inni posterunkowi. Mamy XIX w. Wiek znany z opowiadań o Sherlock'u Holmsie i Scotland Yardzie.
- Panie posterunkowy, jak ci na imię?
- Adam.
- Posterunkowy Adamie, wybaczysz mi?
- Hę?
- Dziękuję. - nim ktokolwiek zorientował się w sytuacji, posterunkowy Adam leżał na ziemi, a mężczyzna w garniturze uciekał w wąskie uliczki.
- C... Co jest k..! STÓJ BO STRZELAM!!! A WY NIE GAPCIE SIĘ TAK TYLKO GOŃCIE GO!!! Dlaczego żeś kurwa nie strzelił palancie. - gros przekleństw posterunkowy sypał już jednak nie na przyjaciół, którzy porwali się za uciekinierem, ale na samego siebie. Wiedział, że nie ma po co wracać do roboty. Był beznadziejny. A w domu mu tego nie wybaczą. Przynajmniej będą pisać, że zginął bohatersko w akcji. Może napiszą jakąś pieśń o nim? Tak rozmyślając strzelił sobie w twarz.

- Jezu! Willy, jesteś blady bardziej niż wtedy, gdy się po raz pierwszy upiłeś! Co jest?
- Diabeł. Diabeł wcielony.
- Przestań bredzić tylko mów, o co chodzi!
Willy zdawał się wracać do świata żywych.
- Musisz uciekać. Psy mnie goniły. Słuchaj uważnie....
- Mów co się dzieje...
- ... i nie przerywaj mi z łaski swojej. Chodzi o twoje życie. Bądź za godzinę na głównym cmentarzu. Spotkasz tam kolesia, który pomorze ci uciec z kraju.
- Z kraju? O czym ty bredzisz?
- Słuchaj. Ten sąsiad, on nie żyje, to znaczy chyba nie żyje. Zamiast niego znalazłem Murph'ego. To był on! Nie wiem czy duch, czy żyw, ale głowę daję, że to był on!
- Że jak? - Willy zdawał się nie słyszeć rozmówcy. Opowiadał dalej.
- To był Murphy tyle, że przebrany za sąsiada. Zaszedłem go elegancko, ten nagle się odwraca i mówi: "tak, o co chodzi?". Serce podeszło mi do gardła jak zobaczyłem jego twarz. To był Murphy, mówię ci!
- Matko.... Co dalej?
- Uciekam stamtąd jak poparzony wciąż pamiętając twoją mowę o siłach nieczystych. Uciekam i zapomniałem być cicho. Gliniarze rzucili się za mną jak opętani i zaraz pewnie tu będą. Przesłałem tylko kodem wiadomość do przyjaciela, możesz mu zaufać. Jak go zobaczysz to powiedz, że jesteś ode mnie. On zrobi wszystko co trzeba. A teraz uciekaj.
- Ale...
- Nie słyszysz? Uciekaj mówię. Masz - nacisnął jakiś przycisk, po czym otworzyło się przejście w ścianie - cały czas prosto. Poznasz miejsce, w którym wyjdziesz. Spierdalaj stąd póki możesz.
- Dzięki.
- Dług spłacony. Przyjaciel stracony. Nie zobaczymy się więcej. Żegnaj.
- Sajonara przyjacielu. - To mówiąc zniknął w tunelu.

Młody mężczyzna obudził się z potwornym bólem głowy i "dziwnym" kłuciem w biodrze. Powoli mroczny obraz przed oczyma zmienił swoją ostrość na nieco lepszą. Świadomość oraz siły pozwoliły zmienić pozycję z poziomej na pionową i zorientować się w porze dnia. Była noc. Poturbowany jegomość doczłapał do jakiejś ścianki, która mogła posłużyć za oparcie.

Siły wracały a wraz z nimi pamięć. Nie mógł sobie przypomnieć jedynie jak się tu znalazł. Ostatnie co pamiętał to pogoń policji. Zgubiony ogon i to, że stawił się na cmentarzu. Grabarze wciąż zakopywali ciało. Przypomniał sobie jeszcze jeden fakt. Jakiś błysk i upadek na ziemię, po którym stracił przytomność. Poczuł czyjś wzrok na plecach. Odwrócił się i po raz kolejny zobaczył dwa błyski rozjaśniające mrok. Oczy? A może przewidzenia w wyniku szoku. Spojrzał ponownie na grabarzy i na ciało, które zakopywali. Widać było już tylko twarz. I wreszcie ją poznał. Należała do niego.

Yanoo Ž production

18 lutego 2oo2

yanoo

Komentarze:

imię:
mail: [opcjonalnie]
smile wink wassat tongue laughing sad angry crying splash bad hmm argue
blink cool dry ohmy biggrin rolleyes kiss sleep unsure businesssmiley ble sly
yes saliva scream wall yaw happy dizzy sweat yeah look lookaround swot
bow censored gaffe no ok phi quiet read shit 
| Zapomnij